Od Lwowa do Jeleniej Góry
  Zbrodnie ludobójstwa na Kresach płd.wsch.
 
Zawartość tej strony:
Teki Grzegorza Motyki.
Jak „bohaterowie" UPA walczyli o niepodległość Ukrainy
Polska tolerancja
Szacunkowe liczby ofiar ludobójstwa

Teki Edukacyjne Instytutu Pamięci Narodowej
Stosunki polsko - ukraińskie w latach 1939 - 1947
Warszawa 2002

Nacjonalista ukraiński dr Grzegorz Motyka wykształcony w Polsce zajmował stanowisko dyrektora IPN w Lublinie. W 2002 roku opracował pełne oszustwa propagandy nacjonalistów ukraińskich, antypolskie kłamliwe “Teki Edukacyjne”. Wieloletnie protesty i starania Organizacji Kresowych i Kombatanckich doprowadziły do odwołania go z tego stanowiska. 
Korzystając z usunięcia ze stanowiska ministra Romana Giertycha i objęcia tego ministerstwa przez ludzi nie dbających o patriotyczne wychowanie młodzieży, Grzegorz Motyka w ostatnim akordzie swojej działalności w IPN-ie rozesłał do szkół zakłamane teki na koszt IPN-u. Instytut Pamięci Narodowej nie ma uprawnień bezpośredniego ingerowania w programy nauczania w szkołach. Za to nadużycie prawa powinien odpowiadać przed sądem dr Grzegorz Motyka. Tymczasem został on nagrodzony i otrzymał posadę w tak zwanej “Polskiej Akademii Nauk", w której już działa Jewhen Mysyło. Polska Akademia Nauk już skompromitowała się wydając książkę Jewhena Mysyły “Akcja Wisła” zawierającą kłamliwe informacje o Operacji “Wisła”. Operacja “Wisła” została dokładnie opracowana w 88 numerze “Na Rubieży”.

Oto co zawierają “teki edukacyjne":

Wprowadzenie - okres 1918 - 1939. Dlaczego ten okres? Dlatego, że poprzedza on lata 1939 - 1947 w których “rozgorzał krwawy konflikt na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej ... wywołujący żywe, emocjonalne reakcje" - tak w tekach Grzegorz Motyka nazywa ludobójstwo dokonane na ludności polskiej przez nacjonalistów ukraińskich, które znajduje uzasadnienie z poprzedzającej ten okres historii.
“Główną przyczyną ówczesnych nieporozumień był spór o granice. Część ukraińskich środowisk politycznych przez cały okres II Rzeczypospolitej dążyła do utworzenia niepodległego państwa, które swoim zasięgiem terytorialnym objąć miało ziemie uważane przez Polaków za własne" - Powstaje pytanie dlaczego ukraińscy nacjonaliści chcieli stworzyć niepodległą Ukrainę na ziemiach polskich, a nie na Ukrainie?
Czyżby zapomnieli, że to właśnie regularne wojska ukraińskie z armii austriackiej zostały wyparte po 22 dniach walki (1 - 22 listopada 1918 roku) ze Lwowa przez młodzież polską Orlęta Lwowskie, w czasie gdy miasto było pozbawione mężczyzn wysłanych przez Austrię na front włoski. W lipcu 1919 roku Wojsko Polskie wyparło za Zbrucz rozbite siły ukraińskie, jednak zanim to nastąpiło Ukraińcy dopuścili się hańby mordowania Polaków jeńców wojennych oraz ostrzelali misję wojskową angielską i francuską, która nie uznała roszczeń ukraińskich.
To rzekomo Polacy dopuścili się likwidacji powstającej państwowości ukraińskiej, tymczasem państwowość ukraińską na Ukrainie zlikwidowały siły bolszewickie, bowiem Szymon (Semeon) Petlura nie miał poparcia w narodzie. W zamian za pomoc Piłsudskiego w wojnie z bolszewikami Petlura według Grzegorza Motyki zrzekł się praw do “Galicji Wschodniej", czyli do Małopolski Wschodniej. Do (bardzo nielicznych) oddziałów ukraińskich (na ziemiach polskich, które Ukraińcy uważali za swoje) Petlura zmobilizował raptem 140 ochotników. Mimo to wojska Petlury walczyły u boku armii polskiej aż do końca wojny polsko - bolszewickiej.
Brak sił militarnych Szymona Petlury zdaniem Grzegorza Motyki nie ma żadnego wpływu na jego przegraną, to Piłsudski jest winien, złamał zobowiązania sojusznicze i podpisał traktat pokojowy z Rosją Radziecką (Sowiecką) w Rydze, a Rada Ambasadorów “Ligi Narodów" uznała polskie granice wschodnie.
W Polsce znalazło dach nad głową 5 mln Ukraińców.
>W 1929 roku powstała we Wiedniu Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, która uważała polskie ziemie wschodnie za polską okupację, a za swoich wrogów ZSRR i Polskę.< Tu można by postawić pytanie w jaki sposób walczyła OUN z Związkiem Socjalistycznych Republik Sowieckich, szczególnie w czasie wielkiego głodu na Ukrainie? Na to nie było jej stać, mogła tylko uprawiać terroryzm w Polsce, która otaczała tych bandytów swoją wielką tolerancją. Ofiarami terroryzmu był nie tylko minister Bronisław Pieracki, chociaż ostatnio propaganda ukraińskich nacjonalistów wymyśliła, że Pieracki nie był ich ofiarą, ale wśród ofiar byli też Ukraińcy lojalni wobec państwa polskiego.
“W praktyce Ukraińcy stali się obywatelami drugiej kategorii", wśród nich Stefan Bandera student Politechniki Lwowskiej i profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie Panczyszyn ojciec terrorysty, który zamordował na ulicy profesora Jałowego.
Apologeta bandytyzmu ukraińskiego Ryszard Torzecki dopatruje się winy w polityce polskiej.
W opisie drugiej wojny światowej dr Grzegorz Motyka podaje liczbę żołnierzy ukraińskich walczących w armii polskiej na 106 - 112 tysięcy w milionowej armii, czyli około 11% z czego wynika, że na 16% Ukraińców w Polsce, 5% wyłamało się ze służby wojskowej. Dalej podana jest liczba około 8 tysięcy żołnierzy ukraińskich poległych na placu boju, wielu odznaczono - między innymi ppłk Pawło Szandruk otrzymał Krzyż Virtuti Militari. To odznaczenie jest bardzo wątpliwe, zostało nadane po wojnie z przyczyn politycznych przez gen. Władysława Andersa.
Dalej czytamy w tekach o deklaracjach lojalności złożonych przez wielu polityków ukraińskich, w tym posła Wasyla Mudrego. Wiemy z historii, że deklaracje te były bez pokrycia, zarówno komuniści jak i nacjonaliści ukraińscy dopuścili się do wielu zbrodni, chociaż jak napisał dr Grzegorz Motyka “nie przybrały masowego charakteru". W 1939 roku “w wojsku niemieckim znajdował się sześćsetosobowy legion ukraiński płka Romana Szuszki, ale nie brał udziału w walkach." To co on tam robił? Tego Grzegorz Motyka nie wyjaśnił.
W dalszym tekście zawarte jest prawidłowe sformułowanie, że były to ziemie tzw. “Zachodniej Ukrainy".
Liczba aresztowanych Polaków i wywiezionych na Sybir (około 173 tysiące) jest nieprawdziwa i mocno zaniżona, natomiast liczba 11.700 represjonowanych Ukraińców 10 lutego 1940 roku jest bez wątpienia znacznie zawyżona. Niezwykle sprytnie wciśniętym oszustwem jest informacja, że w końcu czerwca 1940 roku wywieziono 52.700 osób (nie Polaków) i byli to głównie tak zwani bieżeńcy, czyli Żydzi uciekający z obszarów okupowanych przez Niemców. Szatański wymysł Grzegorza Motyki, w którym IPN otumania młodzież polską. W maju 1941 roku z Zachodniej Ukrainy czyli z Małopolski Wschodniej i z Wołynia wywieziono jeszcze 11 tysięcy osób - większość z nich stanowili Ukraińcy (znowu nie Polacy).
I dalej czytamy rewelację: Polacy, Ukraińcy i Żydzi tworzyli organizacje podziemne! Niebywałe! Organizacje polskie były likwidowane w zarodku, organizacji żydowskich i ukraińskich nie było wcale, (OUN nie była w tym czasie organizacją podziemną) ani teraz, ani podczas wielkiego głodu na Ukrainie.
Ani słowa o działalności komunistów i nacjonalistów ukraińskich we współpracy z władzami sowieckimi podczas aresztowań Polaków. Aresztowania Ukraińców i Żydów należą do sporadycznych przypadków.
Kolejne oszustwo w tekach IPN dotyczy pomagania Armii Czerwonej przez żołnierzy Armii Krajowej w akcji “Burza". Ani 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, ani żołnierzom AK we Lwowie nie zależało na pomaganiu Armii Czerwonej, a jedynie na zaakcentowaniu polskości tych ziem! i dlatego byli aresztowani.

*         *         *

Krótko wspomniany jest wewnętrzny konflikt między melnykowcami i banderowcami. Wyolbrzymiona jest walka OUN z komunistami w 1941 roku (w czasie wojny niemiecko - sowieckiej).
“30 czerwca 1941 roku banderowcy proklamowali we Lwowie powstanie niepodległego państwa ukraińskiego, na czele rządu stanął Jarosław Stećko". Po paru dniach Niemcy aresztowali samozwańczy rząd i osadzili jego członków razem z Stefanem Banderą w “obozie koncentracyjnym" w Sachsenhausen, gdzie żyli w luksusowych warunkach. Rzekomo Stefan Bandera spotkał się w więzieniu z Grotem Roweckim. Ten szczegół nie został odnotowany w opracowaniu Grzegorza Motyki.
Gen. Grot Rowecki został przez Niemców zamordowany, Stefan Bandera nie!
“Rozwiązano także spontanicznie powstałą ukraińską administrację i policję. Niemcy powołali następnie ukraińską policję pomocniczą i ukraińską administrację, ale już ściśle im podporządkowaną."
Decyzje Hitlera były wstrząsem dla ukraińskich narodowców, tzn. dla ukraińskich nacjonalistów (bo to nie to samo).
“Na początku 1943 roku Niemcy zaczęli formować galicyjską - a nie ukraińską - Dywizję SS “Galizien". Część działaczy melnykowskich zaangażowała się w jej tworzenie, widząc w niej zalążek przyszłych ukraińskich sił zbrojnych". Banderowcy rzekomo byli przeciwni i bojkotowali werbunek. Może to i prawda, był już zalążek przyszłych sił zbrojnych w postaci tzw. “Ukraińskiej Powstańczej Armii". Ale nieprawdą jest, że to Niemcy organizowali Dywizję SS “Galizien", organizowali ją Ukraińcy za zgodą Niemców, i była to ukraińska dywizja, złożona z ochotników ukraińskich, jedynie Niemcy nie zezwolili na umieszczenie w jej nazwie słowa “ukraińska".
Kolejnym oszustwem jest informacja jakoby: “W lutym 1943 roku banderowcy zdecydowali się na rozpoczęcie zakrojonych na szeroką skalę walk partyzanckich skierowanych jednocześnie przeciwko Niemcom, Sowietom i Polakom. Pierwszy *leśny* oddział OUN-B wyruszył do akcji w październiku 1942 roku na Polesiu i datę jego powstania przyjęło się uważać za początek Ukraińskiej Powstańczej Armii".
Cały ten akapit w całości mija się z prawdą. Po pierwsze ten oddział sformowany został nie przez banderowców, tylko przez bulbowców, walki partyzanckie z Niemcami i Sowietami są wydumane *z motyką na słońce*, a już walki z Polakami, którzy w tym czasie nie posiadali tu ani jednej jednostki wojskowej są całkowicie wyssane z palca. Administracja i policja w tym czasie była wyłącznie ukraińska i tej na pewno Ukraińska Powstańcza Armia nie atakowała. Natomiast kontyngenty ściągano przede wszystkim od Polaków i głównie Polaków, a rzadziej Ukraińców wywożono na roboty do Niemiec. Na temat jakoby nieformalnych układów niemiecko ukraińskich wypowiadał się w swoich insynuacjach Ryszard Torzecki, ale one jako domysły nie mogą być uważane za źródła historyczne. Do faktów należy posługiwanie się Ukraińcami przez Niemców do zwalczania polskiego podziemia.
“Po zajęciu w 1944 roku tzw. >Zachodniej Ukrainy< czyli Małopolski Wschodniej i zachodniego Wołynia przez Armię Czerwoną OUN - UPA, dysponująca około 30 tysiącami ludzi w >oddziałach partyzanckich<, przystąpiła do bezwzględnej walki z władzą komunistyczną ...", która dysponowała siłą wielu milionów żołnierzy sowieckich. Ta walka polegała na masowej ucieczce na zachód.
Począwszy od marca/kwietnia 1943 roku OUN - UPA przeprowadzała “antypolską akcję" (jak ją określano w dokumentach ukraińskich), aby zabezpieczyć się przed powtórzeniem scenariusza z 1918 roku, gdy wojna zakończy się klęską ZSRR (ZSRS) - według podjętej decyzji o usunięciu wszystkich Polaków zamieszkujących sporne ziemie, (sporne, a nie ukraińskie) dla uzyskania terenu czystego etnicznie. Rozpoczęło się masowe ludobójstwo ludności polskiej. Jest to sprawa oczywista, uwidoczniona w dokumentach polskich, sowieckich, niemieckich i ukraińskich, w relacjach setek osób ocalałych z pogromów, jak również w dokonanych ekshumacjach ofiar z miejsc zbrodni.
Dziwnym zbiegiem okoliczności w tekach znajdujemy potwierdzenie, że w podjęciu “antypolskiej akcji" nie mieli udziału ani Niemcy, ani Sowieci. I nawet oczyszczono Polaków z zarzutu bezpodstawnego zamordowania kilkuset przedstawicieli ukraińskiej społeczności w 1943 roku na Zamojszczyźnie, co >przynajmniej po części było odpowiedzią na poczynania banderowców, już po rozpoczęciu czystek na Wołyniu<. Nie podano jednak prawdziwego powodu, bowiem nie byli to niewinni przedstawiciele ukraińskiej społeczności, ale członkowie band UPA winni dokonanych zbrodni.
Dalej możemy dowiedzieć się, że nie wszyscy ukraińscy badacze podejmują ten problem otwarcie, niektórzy go przemilczają, a niektórzy jak Bohdan Zubenko gloryfikują.
Teraz przyszła kolej na największe oszustwo informacyjne: “Największą akcję przeprowadzono 11 lipca 1943 roku, kiedy to jednocześnie zaatakowano 167 miejscowości. Ukraińscy partyzanci postępowali bardzo okrutnie - niejednokrotnie wybijali całą ludność, nie szczędząc kobiet i dzieci. W lutym 1944 roku operacja rozpoczęła się w Galicji Wschodniej i do czerwca ogarnęła wszystkie powiaty w tym regionie".
Czy zbiorowe - masowe ludobójstwo można nazywać “akcją", a zbójów mordujących księży, kobiety i dzieci w kościele u stopni ołtarza “partyzantami"? Czy to Polacy zamiast nazwy Małopolska Wschodnia używają nazwy Galicja Wschodnia, która była prowincją austriacką i przestała istnieć w 1918 roku?
“Ludność polską ogarnęła panika. Uciekano do miast. ... Część uciekinierów Niemcy wywieźli na roboty do (Niemiec) III Rzeszy. Już po pierwszych rzeziach (nie akcjach!) dowództwo AK przystąpiło do organizowania samoobrony, Polacy nierzadko przeprowadzali także krwawe akcje odwetowe - na przykład w marcu 1944 roku w Sahryniu, czy w marcu 1945 roku w Pawłokomie - w których ginęły ukraińskie kobiety i dzieci. Faktów tych nie powinno się przemilczać. Niszczenia ukraińskich wsi nie da się wytłumaczyć >gorączką walki<. I choć liczba zabitych Polaków jest znacznie większa (wiarygodne szacunki mówią o śmierci 80 - 100 tysięcy Polaków i 15-20 tysięcy Ukraińców) to na pewno nie należy lekceważyć ukraińskiego bólu".
I znowu Grzegorz Motyka dopuścił się oszustwa. Liczba zamordowanych Polaków jest co najmniej dwukrotna, a Ukraińcy są prawie wyłącznie ofiarami ukraińskiej służby “bezpeky" OUN. Dowództwo AK nie tak szybko przystąpiło do organizowania samoobrony, minął prawie rok, akcje odwetowe były sporadyczne, a nie rzadkie. Ani w Sahryniu, gdzie było zgrupowanie szkoleniowe band UPA, ani w Pawłokomie nie zginęły kobiety i dzieci. Kobiety z dziećmi z Pawłokomy po wypędzeniu ze wsi udały się na skargę do NKWD i tam uzyskały zrozumienie dla sowieckiego odwetu na żołnierzach AK. Wsie ukraińskie paliły bandy UPA, a przytłaczająca większość ofiar ukraińskich padła z rąk banderowców, którzy zabijali również Ukraińców nieposłusznych rozkazom UPA.
Nie można lekceważyć ukraińskiego bólu!
Z kolejnego zdania dowiadujemy się, że Ukraińcy dążyli do “zablokowania korytarzy pomiędzy Lwowem a Przemyślem i Lublinem", byli bowiem świadomi siły polskiej we Lwowie, który był dla nich zbyt trudny do opanowania. Mogli sobie pozwolić do atakowania małych miasteczek, ale nigdy miasta.
Od czasu do czasu propaganda ukraińska raczy nas oszustwami o wstrzymywaniu “masowych antypolskich akcji", tak teraz czytamy o rozkazie Wasyla Sidora “Szelesta" dowódcy UPA w “Galicji Wschodniej". Wolno było atakować jedynie tych Polaków, którzy służyli w sowieckiej milicji pomocniczej (istriebitielnych batalionach). Zabrakło tu wyjaśnienia, że polskie “Istriebitielnyje Bataliony" służyły właśnie do obrony ludności polskiej mordowanej przez banderowców, bowiem rozkazy o wstrzymywaniu “masowych antypolskich akcji", docierały do “oddziałów" po kilku miesiącach według opracowania Grzegorza Motyki w tekach.
Grzegorz Motyka dopuścił się także oszustwa na temat rzekomego porozumienia i wspólnych akcji AK i UPA, które doprowadziły do ... ograniczenia liczby ofiar.

 Lata powojenne.

Opisz lat powojennych Grzegorz Motyka rozpoczął propagandą na temat wymiany ludności między ZSRS a Polską, sporadycznie opisał sytuację Polaków, użalając się nad losem Ukraińców. Przedstawiona została fałszywie działalność UPA, ani słowa o tym jak przymusowo rekrutowano “wojaków" do UPA, jak wyglądał terror stosowany wobec współrodaków, jak UPA paliła wioski ukraińskie na całym Podkarpaciu.
Prawdą jest, że bezkarność band UPA wynikała z wykorzystywania ich przez komunistyczną władzę do wiązania sił polskiego podziemia poakowskiego i NSZ, które zamiast walczyć z narzuconą Polsce władzą sowiecką, musiało bronić polskiej ludności mordowanej przez bandy UPA.
Kolejnym oszustwem w tekach jest powiązanie rzezi na Wołyniu z koniecznością przeprowadzenia operacji “Wisła", tak dla zamydlenia oczu. Otóż, gdy nowa władza uporała się w znacznym stopniu z polskim podziemiem, przypomniano sobie o polskiej ludności mordowanej w Bieszczadach przez bandy UPA. Jedynym sposobem zakończenia ludobójstwa na tym terenie było pozbawienie baz i zaplecza zaopatrzeniowego band UPA. W tekach dopuszczono się szczególnej hańby nazywając ludobójców “partyzantami". Grzegorz Motyka kwestionuje fakt, że Polacy byli ofiarami, że operacja “Wisła" była konieczna, że w czasie przesiedlenia żaden Ukrainiec nie został zamordowany przez żołnierzy polskich, a Ukraińcy zostali przesiedleni na tereny o wyższym stopniu rozwoju cywilizacyjnego.
Przemilczano w tekach, że operacją “Wisła" dowodził oficer przedwojennej Polski gen. Stefan Mossor. Nie służyłoby to kombinacjom politycznym, jakoby operacja “Wisła" służyła umacnianiu władzy komunistycznej nie tylko w Polsce, ale również w Czechosłowacji oraz pomogła do rozbicia UPA w ZSRS.
Na zakończenie Grzegorz Motyka oskarża Polaków, >że operacja (akcja) “Wisła" była nie tylko niemoralna, ale również niepotrzebna. Zaprzecza skutkom wynikłym z tej operacji, polegających na zakończeniu zbrodni ludobójstwa i w konkluzji podaje, że rację mieli ci, którzy od lat opowiadali się za jej potępieniem. Uchwała Senatu RP z 1990 roku oraz zainspirowany przez Jerzego Giedroycia list polskich intelektualistów i Deklaracja o przebaczeniu i pojednaniu prezydentów Polski i Ukrainy z 1997 roku zostały oparte na rzetelnej etycznej i historycznej analizie wydarzeń i nie są przykładami, jak przekonywali ich przeciwnicy, politycznej naiwności, ale śmiałego patrzenia w przyszłość.<
Oto widzimy jak rodziła się “poprawność polityczna", haniebne postępowanie Jerzego Giedroycia, głupota tak zwanych “polskich intelektualistów", haniebne potępienie “akcji Wisła" przez niektórych senatorów, przy częściowym składzie Senatu, pojednanie prezydentów, nie narodów, przebaczenie bez prośby o przebaczenie, bez przyznania się do winy i dzielenie win na Polaków i Ukraińców.

Słownik pojęć

Ten rozdział nie podpisany jest również dziełem Grzegorza Motyki, wynika to z powielanych od początku treści historycznych i stosowanego nazewnictwa.

 Akcja “Wisła"

Tak Grzegorz Motyka nazywa operację wojskową “Wisła", która trwała od 28 kwietnia do 31 lipca 1947 roku. Jednak jej celem nie było samo w sobie asymilowanie ludności ukraińskiej i zlikwidowanie ukraińskiego podziemia, ale zakończenie prowadzonego przez to “podziemie" ludobójstwa.

 Antypolska akcja OUN - UPA

Tak Grzegorz Motyka nazywa rzekomą “operację przeprowadzaną przez banderowską frakcję OUN i podległe jej oddziały partyzanckie UPA, mającą na celu usunięcie ludności polskiej z terenów uznawanych za rdzennie ukraińskie. ... Historycy toczą spór o to, czy celem ... było wypędzenie, czy wymordowanie Polaków ... zginęło około 80 - 100 tysięcy Polaków ... w dokumentach UPA, nazwano to >antypolską akcją<". W polskich dokumentach znajdują się dowody, że ofiar tych było co najmniej 200 tysięcy.

 Dywizja SS “Galizien"

W tym opisie Grzegorz Motyka namieszał ile się dało, wyjaśnił, że “Galizien" to znaczy po ukraińsku “Hałyczyna", za pewnie przez analogię niemiecki wyraz “mutter", to po ukraińsku “mutra", a po polsku “nakrętka". Ale Ukraińcy obywatele polscy mieli prawo do formowania niemieckiej jednostki SS, ponieważ to robili Francuzi, Holendrzy, Łotysze, Estończycy, Chorwaci i Białorusini. Dziwnym zbiegiem okoliczności nie wymienił tu Polaków, a zapomniał, że Białorusini służyli w polskiej Armii Krajowej.
W jaki sposób Ukraińcy widzieli w SS “Galizien" pierwszy krok do powstania niepodległego państwa ukraińskiego, tego Grzegorz Motyka nie wyjaśnił, z czego to miało wynikać. Czy może dlatego, że wymyślił, że SS to Strzelcy Siczowi? To na pewno nie wynikało z przysięgi na wierność Hitlerowi, pod niemieckim dowództwem gen. mjra Fritza Freitaga i jego szefa sztabu mjra Wolfa Heike.
Wie o tym, że w SS “Galizien" było kilka może pięć pułków policyjnych, ale to nie byli zbrodniarze, walczyli tylko z jakąś tam partyzantką, nikomu krzywdy nie zrobili. Faktycznie w czerwcu 1944 roku pod Brodami zostali rozbici w puch. Ale Huta Pieniacka to już nie ich sprawa, to zrobili Niemcy. Wspaniały fachowiec Grzegorz Motyka znawca przedmiotu nie czyta “Na Rubieży", nie zna geografii polskiej, umieścił Hutę Pieniacką na Wołyniu, gdy w rzeczywistości była ona w województwie tarnopolskim, powiat Brody i zginęło tam nie kilkuset mieszkańców, ale ponad tysiąc, a może nawet 1.300 osób, łącznie z osobami które schroniły się w polskiej Hucie Pieniackiej z okolicznych wsi. O innych zbrodniach SS “Galizien" Grzegorz Motyka nic nie wie, a może nie chce wiedzieć. Ukraińcy z SS „Galizien" uniknęli odpowiedzialności za dokonane zbrodnie. Ratował ich mianowany dowódcą Ukraińskiej Armii Narodowej gen. Pawło Szandruk z armii Symeona Petlury. Nie wiadomo co Pawło robił przez cały okres okupacji, gdzie ukrywał się kilka lat przed śmiercią z rąk UPA i NKWD? Śmierć groziła każdemu kto uchylał się od służby w UPA.

 Liczba ofiar konfliktu polsko - ukraińskiego

Grzegorz Motyka nie podał źródeł liczby ofiar „konfliktu“, zapomniał o wypowiedzi prezydenta Ukrainy Kuczmy, nie zna prac Wiktora Poliszczuka, nie czytał “Na Rubieży", ale podaje liczby niesprawdzone i nieprawdziwe. Również ukraińskie ofiary Służby Bezpeky OUN przypisuje Polakom. Pisząc te jawne oszustwa, uważa siebie za “poważnego" historyka.

 NKWD i Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego

Pojęcia te powinny być znane powszechnie, jednak wsadzanie do jednego worka katów i ofiar tych instytucji jest nieporozumieniem.

 Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów

Stanowczo cztery akapity to za mało dla historii, ale wystarczająco dużo by ukryć prawdziwą twarz zbrodni.
Nawet “dekalog nacjonalisty" został okrojony przez Grzegorza Motykę do czterech przykazań, bowiem treść dekalogu kompromituje nacjonalizm ukraiński, ale za to napisał o wydumanej walce z wszystkimi “zaborcami" ZSRR, Polską, Rumunią, Czechosłowacją, a później nawet z Niemcami. Natomiast mordowanie cywilnej bezbronnej ludności polskiej Grzegorz Motyka nazywa walką! Po zakończeniu wojny obie frakcje OUN banderowska i melnykowska działały na emigracji, ich siły były zbyt słabe, aby przeciwstawić się potędze sowieckiej.

 Ukraińska Powstańcza Armia

Dla sprawy stosunków polsko ukraińskich przekłamania historii UPA przez Grzegorza Motykę nie mają żadnego znaczenia. Nie ma ani słowa o założycielu tej “armii" Tarasie Bulbie (Borowciu). UPA nazywana jest partyzantką, która w latach 1943 - 1944 w ramach antypolskiej akcji “próbowała" usunąć siłą Polaków z ziem uznanych (przez nacjonalistów ukraińskich) za ukraińskie, co przerodziło się w masowe rzezie ludności cywilnej.
UPA miała działać na Ukrainie, ale nie działała. Rzekomo zwalczała administrację i siły policyjne, które były podzielone między Niemców i Ukraińców!
Na pewno schodziła z oczu partyzantce sowieckiej, a walki z Niemcami ograniczyły się do nielicznych starć. Do kompromitacji należy liczba “wojaków" w UPA w szczytowym okresie 30 tysięcy ludzi. Konsekwentnie ziemie polskie Grzegorz Motyka nazywa “Zachodnią Ukrainą".
Z 30 tysięcy w szczytowym okresie narosło ponad dwieście tysięcy, gdy wojska NKWD przeprowadziły 39.773 operacji przeciwko “partyzantom". Zabito 103.313 banderowców (jak dokładnie policzono - tego nie dało się ustalić podczas Powstania Warszawskiego). Oto jak dzielnie walczono o niepodległość Ukrainy. A jeszcze do tego jak dużo było ofiar wśród ludności cywilnej! Do zlikwidowania UPA posłużono się liczną siecią agentów i szeroko zakrojonymi działaniami prowokacyjnymi. Ale dzielna UPA walczyła aż do 1956 roku.
“Z polecenia szefa KGB gen. Aleksandra Szelepina zamordowano emigracyjnych przywódców OUN w 1957 roku Lwa Rebeta i 15 października 1959 roku Stepana Banderę". 

Biogramy

Do swojego opracowania Grzegorz Motyka wybrał następujące biogramy: Bandera Stepan, Bierut Bolesław, Gomułka Władysław, Klaczkiwśkyj Dmytro, Kocyłowski Josyf, Onyszkiewicz Mirosław, Pieracki Bronisław, Radkiewicz Stanisław, Rowecki Stefan, Staruch Jarosław, Stebelski Stepan, Stećko Jarosław, Sydor Wasyl, Szandruk Pawło, Szeptycki Andrzej, Szuchwycz Roman, Świerczewski Karol, Twardowski Bolesław.
Dobór biogramów ma służyć ukrytej propagandzie, ale mimo wielu oszustw i niedomówień w biogramach trudno dopatrzyć się jakiegoś celu. Zaskakuje pisownia nazwisk ukraińskich, niektóre pisane są w brzmieniu ukraińskim inne po polsku.
Dziwnym zbiegiem okoliczności zabrakło tu jeszcze kilku nacjonalistów ukraińskich Andrija Melnyka, Jewhena Konowalca, Mykoły Łebedia, biskupa Ślipyja i ks. Hryniocha oraz lojalnego wobec Polski biskupa stanisławowskiego Homyszyna.

“Tablica synchronistyczna"

Świat - Polacy - Ukraińcy - informacje tu wyszczególnione wybiórczo napisane są językiem sowieckiej propagandy, a treści nie odpowiadają prawdzie poza kilkoma wyjątkami, na przykład liczba ofiar w Janowej Dolinie jest prawdziwa, informacja o rzekomym zniszczeniu Pawłokomy i liczba ofiar ukraińskich mija się z prawdą. Nie ma informacji o sprzeciwie Ukraińców w sprawie dokonania ekshumacji w Pawłokomie dla ustalenia liczby ofiar, jak to miało miejsce w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej na Wołyniu. Całość nie obejmuje nawet części informacji o zbrodni ludobójstwa.

Wybór źródeł

Wybór pochodzi ze zbiorów Grzegorza Motyki. Napisany w 2002 roku nie zawiera żadnych informacji o zbieranej już przez 10 lat dokumentacji przez Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów dotyczącej zbrodni ludobójstwa dokonanej przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i tzw. Ukraińską Powstańczą Armię. 
1. Relacja Antoniego Juniewicza - powiat Koszyrski. Opis tego powiatu znajduje się w numerach 30 i 67 “Na Rubieży”.
2. Depesza dowódcy AK gen. Tadeusza Bora Komorowskiego do Londynu na temat sytuacji na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
3. 1944 - Fragment broszury OUN.
4. Rozkaz nr 7/44 Głównego Prowidu OUN dotyczący działań przeciwko Polakom - rozkaz zawiera uwagę, aby nie mordować naprzód Polaków, a dopiero po zamordowaniu wzywać ich do opuszczenia ziemi.
5. Rozkaz dowódcy UPA na Pogórzu Przemyskim i w Bieszczadach mjra Wasyla Mizernego “Rena". (choć nie stosowany!)
6. Relacja Wasyla Soniaka o wymordowaniu 9 lipca 1946 roku ludności ukraińskiej wsi Terka w powiecie leskim przez żołnierzy z 36. komendantury WOP stacjonującej w Wołkowyi. Relacja wybitnie propagandowa, a liczby przedstawione w komentarzu Grzegorza Motyki zaniżone w stosunku do pomordowanych Polaków i zawyżone w stosunku do ofiar ukraińskich, bez podania ile ofiar ukraińskich padło z rąk ukraińskiej służby bezpeky.
7. Dokument opracowany przez “Eugeniusza" Misiło, nie sprawdzony.
8. Projekt organizacji akcji specjalnej “Wschód" taki ważny mimo, że nie był realizowany - opracowany przez “Eugeniusza" Misiło.
9. Relacja Jewhena Czubyńskiego z Hoszówki w powiecie brzozowskim - miał 6 lat, ale był już uświadomiony politycznie, Polacy już przedtem zrabowali im dobytek, a może byli to bandyci z UPA, którzy potrzebowali zaopatrzenia dla band?
10. Relacja Wołodymyra Kowalczuka urodzonego w 1938 roku z Woli Krzywieckiej w powiecie przemyskim, ten już nieco starszy pamięta, że zabrali z sobą zwierzęta (jak na fotografiach Na Rubieży z numeru 92 s.16). Pamięta też, że mieli ochronę Wojska Polskiego na wypadek ataku band UPA.
11. Relacje Mychajła Nazara urodzonego w 1914 roku w Wierzbicy w powiecie rawskim. On zrelacjonował, że siedział (zapewne niewinnie - bo tego nie napisał) w “Centralnym Obozie Pracy", (a nie w Obozie Koncentracyjnym jak piszą podobni Grzegorzowi Motyce) gdzie go bili na śniadanie, obiad i kolację za najmniejsze przewinienie i “człowiek wytrzymał". Bohdan Huk w tej relacji nie napisał, czy Mychajło Nazar dożył do czasu, kiedy można było się pochwalić przynależnością do band UPA i pobierać rentę z polskiego budżetu.

Na drodze do pojednania
Oświadczenia władz polskich i ukraińskich
 

Nr 1 - 3 sierpnia 1990 roku - Warszawa - Uchwała Senatu Rzeczypospolitej Polskiej. Znana haniebna uchwała części senatorów opluwająca pamięć ofiar zbrodni ludobójstwa dokonanego przez OUN - UPA.
Nr 2 - 21 maja 1997 roku - Kijów - Wspólne oświadczenie prezydentów Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy. O porozumieniu i pojednaniu - czyli jak się prezydenci Kwaśniewski i Kuczma pojednali, przekazując w niepamięć zbrodnie ukraińskich nacjonalistów, pozostawiając w pamięci jedynie “konflikty" na Wołyniu.
Nr 3 - 18 kwietnia 2002 roku - list prezydenta RP A. Kwaśniewskiego do uczestników “konferencji naukowej >stosunki polsko - ukraińskie 1939 - 1989" w Krasiczynie. Jeszcze jedno oszustwo na temat operacji “Wisła".

Historiografia polska i ukraińska dotycząca stosunków polsko - ukraińskich w latach 1939 - 1947 

W wstępie napisanym przez Grzegorza Motykę znajdujemy cały szereg tekstów pochodzących z propagandy ukraińskich nacjonalistów, jest tu “antypolska akcja OUN - UPA", “Galicja Wschodnia", fałszowanie źródeł historycznych przez Jana Gerharda i Edwarda Prusa, “zbrodnie popełniane na ludności ukraińskiej", pomijanie zbrodni dokonanych na ludności ukraińskiej przez “służby bezpeky" OUN, “konflikty wywołane przez OUN na Wołyniu", “przymusowe wysiedlenia Ukraińców" i ani słowa o wysiedlaniu Polaków, “wpojenie przekonania w Polaków, że niepodległa Ukraina z założenia musi być antypolska", “prowokacje NKWD i Niemców", a Ukraińcy nie są winni, bowiem za wszystko winę ponoszą Polacy!
Grzegorz Motyka do polskiej historiografii zalicza Władysława Filara, Ewę i Władysława Siemaszków, Jerzego Węgierskiego oraz cały szereg Ukraińców lub filoukraińców na przykład Bohdana Szkaradzińskiego, Tadeusza Olszańskiego i Ryszarda Torzeckiego. Edwarda Prusa pozbawia znaczenia naukowego, przypisując mu kontynuowanie błędów faktograficznych z PRL-u, bowiem nie umie sobie dać rady z nawałem informacji o dokonanych zbrodniach przez OUN - UPA w publikacjach Edwarda Prusa. Jeszcze gorzej przedstawia się bezradność Grzegorza Motyki wobec olbrzymiej pracy analitycznej Wiktora Poliszczuka, dlatego w swoich publikacjach ocenzurował nawet jego nazwisko.
Prezentowane fragmenty literatury polskiej:
1. Edward Prus, Atamania UPA, Tragedia Kresów, Warszawa 1988, s. 166-167.
2. Ryszard Torzecki, Polacy i Ukraińcy, Sprawa ukraińska w czasie drugiej wojny światowej na terenie II RP, Warszawa 1993, s. 260 - 261. Zdaniem GM książka ta jest uznawana za najlepszą pracę.
3. Tadeusz Andrzej Olszański, Historia Ukrainy XX w., Warszawa, s. 183 - 191.
4. Artur Bata, Bieszczady w ogniu, Rzeszów 1987, s. 206 - 208.
5. Tadeusz Andrzej Olszański, Walki polsko - ukraińskie 1943 - 1947, “Zeszyty Historyczne" Instytut Literacki, Paryż 1989, nr 90, s. 196 - 197. To było już w czasie antypolskiej działalności Jerzego Giedroycia.
6. Andrzej Żupański, Wstęp, Przed akcją “Wisła" był Wołyń, red. Władysław Filar, Warszawa 2000, s. 3 - 4. Już sam tytuł wyjaśnia, że to jest książka nieprawdziwa, gdyż Wołyń nie miał nic wspólnego z operacją wojskową “Wisła". Równie dobrze można powiedzieć przed drugą wojną światową były wojny napoleońskie, ale to nie ma żadnego sensu.
7. Grzegorz Motyka usiłuje przekonać nas, że jest Polakiem, mimo pisania w duchu nacjonalistów ukraińskich - artykuł dyskusyjny z przygotowywanej do druku książki pt.: Antypolska akcja OUN - UPA. Do dyskusji należy problem, czy w antypolskiej akcji OUN - UPA wymordowano Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej (czyli w Małopolsce Wschodniej) dlatego, że chciano ich wymordować, czy dlatego, że chciano ich wypędzić, ten problem nie osiągnął zgodności w pracach historyków polskich! Bandy UPA nazywane są partyzantką. Grzegorz Motyka nazywa polskie ziemie kresowe ziemiami ukraińskimi. W dalszym ciągu powtarzane są nieprawdziwe rozkazy “humanitarne" OUN, które nigdzie nie znalazły zastosowania. Grzegorz Motyka zaprzecza zbrodniom OUN - UPA w Bieszczadach i mydli oczy zbrodniami na Wołyniu. Enigmatycznie kończy stwierdzeniem że “żaden cel, nawet walka o niepodległość własnego państwa, nie może usprawiedliwiać zabijania niewinnych osób". Tylko, że z tego stwierdzenia nic nie wynika!
8. Grzegorz Motyka, O niektórych trudnościach badania konfliktu polsko - ukraińskiego w latach 1943 - 1947, “Kultura i Społeczeństwo" 1992, nr 4. Już użyte słowo “konflikt" mówi o nieprawdziwości tekstu, to słowo nie jest jednoznaczne ze słowem ludobójstwo.
Łącznie 18 stron.

Fragmenty literatury ukraińskiej 

W odróżnieniu od omawianej literatury polskiej 8 fragmentów literatury ukraińskiej zajmuje zaledwie nieco ponad dwie strony luźno pisane, a w treści znajduje się tu tylko kilka propagandowych informacji. Trzeba podkreślić przemilczenie najbardziej istotnych prac Wiktora Poliszczuka, które nie zawierają propagandy nacjonalistów ukraińskich, a ich ogrom przeraża propagandzistów z szeregów nacjonalistów ukraińskich.
Razem 64 strony

                                      Materiały dla ucznia

Jakby nie było dość oszustwa dołączono do tego 40 stron dla ucznia. Konia z rzędem temu, kto znajdzie takiego durnego ucznia, któryby chciał czytać te materiały.
W omówieniu zawartości pakietu czytamy, że został on przygotowany przez Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie, to znaczy, że zapłaciliśmy z własnej kieszeni za te oszustwa antypolskiej propagandy opracowanej rzekomo przez ukraińskich i polskich historyków, chociaż właściwie polskich tu nie widać.
Wszystkie uwagi i spostrzeżenia prosimy nadsyłać pod adres: Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie, 20-086 Lublin, ul. Szewska 2.
Tematy podzielone są na dwie lekcje! Znajdujemy tu materiał przedstawiony w części dla nauczyciela. W lekcji drugiej dowiadujemy się, że Ukraińcy musieli opuścić rodzinne strony, a Polacy? o Polakach nie ma ani słowa. Może brak mi tutaj informacji kiedy i skąd się wzięli Ukraińcy na polskiej ziemi, to byłoby ciekawsze.
W materiałach mamy groch z kapustą zarówno w fotografiach (16 stron), jak i mapkach, i strukturach organizacyjnych UPA, 27 WDP AK oraz operacji “Wisła". 
Z interesujących nas tematów jest wyrywkowe sprawozdanie - raport Biura Ziem Wschodnich Delegatury Rządu na Kraj, z zapisków wynika, że być może nie jest to oryginalny zapis, bowiem niektóre zwroty użyte w raporcie nie odpowiadają sposobowi pisania raportów polskich. 
Są tu załączone dwa afisze niemieckie: jeden dotyczy naboru ochotników do SS “Galizien", drugi zawiera ogłoszenie wykonania wyroku śmierci na bandytów ukraińskich za zamordowanie dwu Niemców oraz jeden afisz polski propagandowy nowej władzy na temat wysiedleń Polaków na zachód i Ukraińców na wschód do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej.
 

 Raport Biura Ziem Wschodnich Delegatury Rządu na Kraj

Ten raport - sprawozdanie zatytułowany jest: Wileńszczyzna i Nowogródczyzna, ale tylko 1 punkt dotyczy Wilna, znajduje się tu data 1 - 20 maja bez roku. Ni stąd ni zowąd pojawiają się dalsze punkty nie mające nic wspólnego z tytułem. Dokument znajduje się w Archiwum Wschodnim kolekcja Wojciecha Bukata. Czy jest prawdziwy - trudno się wypowiedzieć, należałoby przeprowadzić analizę. Z interesujących nas zagadnień jest tu częściowe zrzucenie winy za dokonane zbrodnie na Niemców. Jednak jak na tak krótki okres przedstawiono tu dostateczny dowód ogromu zbrodni band UPA.2. 

2. Zbrodnie ukraińskie.

Poniżej podajemy dalsze konkretne wypadki napadów band ukraińskich na ludność polską, wobec jednak trwającego nadal chaosu i trudności komunikacyjnych w Małopolsce Wschodniej wiadomości z terenu nadchodzą bardzo spóźnione i obecnie dopiero podać możemy wiele wypadków z marca i kwietnia 1944 roku.
Również dopiero obecnie załączamy dokładny opis rzezi, które miała miejsce w Podkamieniu.
Pow. kałuski. Dnia 10.IV. dwa równoczesne napady: Dołha /spalono 300 gospodarstw, plebanię i kościół; w plebanii spłonął proboszcz i 58 osób, we wsi zamordowano 64 osoby/ i Tomaszowce /spalono 470 gospodarstw i szkołę, kościół obrabowano i częściowo spalono, zginęły 43 osoby/ poza tym miały miejsce napady na Pawlikówkę /40 osób/, Bronowice /5/, Szerokie Pola /60. Donoszą, że w powiecie tym Ukraińcy dotychczas zamordowali 400 Polaków. Na Rubieży n-ry 29, 46 i 66.
Pow. rawski i lubaczowski. Dnia 20.IV. Rzeczki koło Rawy /30 osób/. Tego samego dnia w Rudce pod Brusnem /54/. W połowie kwietnia Łowcza /11/, Chodowańce /zamordowano proboszcza w bestialski sposób/. Na Rubieży n-ry 25, 27, 73 i 81
Pow. lwowski, gródecki i mościski. Dnia 12.IV. Miedziaki /19 osób/, 19.IV. Podciemne /22/ i Rakowiec / 3/, JameIna, Putiatyczne, Lubień Wielki, Majdan Janowski, Borki Dominikańskie, Rokitno, Żydatycze, Szczerzec. Na początku maja - Czyżyków /2/, Koropuszków /2/, 20.V. Pustomyty /6/. Na Rubieży n-ry 20, 40, 43, 46, 66 i 79.
Na tym terenie zaszedł też niesłychanie rzadki i wyjątkowy wypadek. W czasie pierwszego napadu na Rakowiec w pierwszych dniach kwietnia banda ukraińska wtargnęła do kościoła w czasie nabożeństwa i uprowadziła z sobą księdza rzymsko-katolickiego i kilkudziesięciu mężczyzn, natychmiast jednak po tym miejscowy ksiądz grecko-katolicki wraz z kilku chłopami Ukraińcami pojechali w ślad za bandą i wykupili porwanych. Na tle ogólnego postępowania duchowieństwa grecko-katolickiego i ludności ukraińskiej - postępek ten zwraca specjalną uwagę. W rezultacie jednak wszyscy ocaleni musieli wieś opuścić i wyjechać do miasta.
Pow. bóbrecki. Masowy charakter przybrały mordy na tym terenie dopiero w marcu. Dnia 7.III. Strzeliska Stare /10 osób zabitych, 120 wypędzono za wsi/, 8.III. Sokołówka i Chodyrkowce /kilkanaście osób/. Dnia 12.IV. był dokonany największy i najbardziej bestialski napad na czysto polską wieś Hucisko /85 powiązanych mężczyzn spędzono do stodoły, gdzie ich zamordowano w okrutny sposób, kilkanaście kobiet i dzieci żywcem rzucono do ognia/. W tym samym mniej więcej czasie miały miejsce napady na Hutę Szczerzecką /45/ i Hutę Suchodolską /23/. Na Rubieży n-ry 23, 37, 52, 66 i 81
Pow. Przemyślański. Dnia 14 i 15.IV. Rzędowice /31 osób/ i Tuczne /90/, 10.IV. Jasna /3/, 18.IV. Janczyn /3/, 26.IV. Gliniany /30 osób wraz z proboszczem/, Stanisłówka i Giblówka, 16.V. po raz trzeci Biała /25/, Połonica /10/, 30.V. Krosienko /1/, 26.V. Wyźniany /1/. Na Rubieży n-ry 20, 59 i 68.
Pow. samborski i turski. Dnia 3.V. przysiółek Oleksięta /15 osób, 30 gospodarstw/, tego samego dnia przys. Paprowszczyzna /17 os., 3 gosp./, 8.V. Olszanik /ludność uciekła/, 17.V. bandy próbowały napadów na przedmieścia Sambora - Powodową i Powtórnię. Dnia 21.V. Władypol /5/, 24.V. st.kol. Rychcice /1/, 29/30.V. Czaple /2/, Waniowice /3/. Na Rubieży n-ry 37, 38 i 74.
Pow. brzeżański. Dnia 4.IV. Kuropatniki /23/, Narajów /52/. Na Rubieży n-ry 16, 44, 45 i 53.
Pow. rudecki. Dnia 18.V. Malinów i Dubanowicze, dnia 12 .V. Milczyce /2/, 26.V. Komarno /1/. Na Rubieży n-ry 42 i 81.
Pow. złoczowski. Dnia 22.V. Biały Kamień /6/, Milatyn Nowy /2/. Na Rubieży n-ry 49, 54, 55, 63, 72, 73 i 77.
Pow. jaworowski. W pierwszych dniach kwietnia Zbadyń /30/, w połowie kwietnia Lubienie obok Wielkich Oczu, Sarny i Ożonita /ilość ofiar jeszcze nieznana/. Na Rubieży n-ry 17 i 46.
Pow. żydaczowski. Radziejów pod Mikołajowem objęty został planową akcją ukraińską: w nocy z 27 na 28.IV. wymordowano 1 rodzinę polską; 4.V. grupa młodych ludzi zamordowała buchaItera w młynie, b. sierżanta W.P. Następnie ta sama grupa rozpoczęła dalsze mordy, dotychczas podano nazwiska 11 zamordowanych, nie wiadomo jednak, czy cyfra ta obejmuje wszystkie ofiary. Sąsiednie miasteczko Rozdół również było terroryzowane przez grupę Ukraińców, ilość ofiar podają na 15. Na Rubieży n-ry 29 i 42.
Pow. stanisławowski. W nocy 19/20.IV. Pacyków /kilkanaście ofiar/, Pasieczna, Łysiec, Majdan, Wołczków, Lackie, Ciężowe, 19-21.IV. Olesiów i Pawełcz /20 osób/. Rejon stanisławowski 2.III. Tarnowica /2/, 7.III. Bednarów /39/ i Brzezina /26/, 22.III. Delatyn /1/. Na Rubieży n-ry 35, 50 i 68.
Pow. nadwórniański. Pasieczna /22 robotników z kopalni i jeszcze inne osoby/, 15/16.III. Sołotwina /12/, Głębokie k/Otynii, 20.III. Wołosów /15/, 22.III. Ksawerówka /12/, 12 .IV. Wojłów /30/. Na Rubieży n-ry 33/34.

 3. Pogróżki ukraińskie.

Stałą metodą band ukraińskich jest stosowanie pogróżek przez masowo rozrzucane i rozwieszane ulotki, nakazujące Polakom opuszczenie terenu i zapowiadające rzeź. Oto treść jednej z takich ulotek: “Nadszedł czas, że 40-milionowy naród ukraiński będzie miał swoją wolność. Walkę prowadzimy bez pardonu. Kto nie Ukrainiec na ukraińskiej ziemi - temu śmierć. Historycznym naszym wrogom - Polakom, Węgrom i Żydom - im wszystkim śmierć. Na Was wyrok śmierci zostanie wykonany do 7 dni”. Pod ulotką umieszczona jest pieczątka z trójzębem z podpisem “Sława Ukrainie -śmierć wrogom”.

 4. Blokada miast.

Nową metodą, którą obecnie zastosowały bandy ukraińskie, aby zmusić Polaków do opuszczania miast i miasteczek, w których się zgrupowali - jest blokada miast, mająca na celu odcięcie ich od dowozu żywności i zagłodzenie. Typowym przykładem są Brzeżany. W promieniu około 4 km miasto otoczone jest pierścieniem straży UPA, która nie dopuszcza tam chłopów z żywnością tak, że brak artykułów żywnościowych jest ogromny, a ceny ich wyśrubowane /kilo masła 800 zł, kilo chleba kilkadziesiąt zł./
W ogóle system ustawiania kordonów dla różnych celów jest coraz częściej używany przez Ukraińców. Obstawiają oni wsie, ostrzeliwują z lasów drogi, aby nie dopuścić do koncentracji ludności polskiej w mocniejszych ośrodkach, utrudnić wywiezienie mienia, uniemożliwić porozumienie się przez wyłapywanie łączników itp.

 5. Ukraińcy opuszczają polskie osiedla.

Aby mieć swobodę ruchów przy napadach, bandy ukraińskie nakazują usuwać się Ukraińcom z osad, w których wśród większości polskiej żyją mniejsze grupy ukraińskie, w ostatnich dniach kwietnia opuścili w ten sposób wszyscy Ukraińcy miejscowość Świrz w pow. rohatyńskim, w której Polacy stanowili zdecydowaną większość.

 Reakcja niemiecka na zbrodnie ukraińskie

1. Cele niemieckie.
W sytuacji, jaka się skutkiem rzezi, dokonywanych przez bandy ukraińskie na ludności polskiej, wytworzyła na terenie Małopolski Wschodniej - stosunek Niemców do band ukraińskich jest z punktu widzenia polskiego sprawą, wymagającą uwagi. Polityka niemiecka pod tym względem jest nad wyraz cyniczna. Niemcom zależy na wyniszczeniu i usunięciu elementu polskiego, to też bandy ukraińskie, dokonujące tego dzieła, nie tylko tolerują, ale je wspierają a nawet uzupełniają ich dzieło formacjami ukraińskimi, pozostającymi pod dowództwem niemieckim, a nawet formacjami czysto niemieckimi. Z chwilą jednak gdy element polski pozostanie już zlikwidowany, lub działalność band zaczyna być dokuczliwa dla administracji niemieckiej, przystępują do akcji represyjno -pacyfikacyjnej i likwidacji band ukraińskich. Tak było na Wołyniu i to samo zjawisko można była obserwować na terenie Małopolski Wschodniej od maja, kiedy już ogromne połacie zostały ogołocone z elementu polskiego.

2. SS - Dywizja morduje Polaków.
Do rejestru zbrodni, dokonanych na ludności polskiej przez ukraińskie oddziały SS - Schutzendivision - Galizien, pozostające pod dowództwem niemieckim przybyły dalsze. Oddziały te otoczyły i spaliły dwie wsie czysto polskie Budki Nieznanowskie w pow. kamioneckim i Pawłów koło Radziechowa. Do uciekających strzelano z karabinów maszynowych, rzucono w nich granatami ręcznymi itp. tak, że tylko niewielu ludzi, głównie mężczyzn udało się uratować.

 3. Formacje czysto niemieckie uzupełniają zbrodnie ukraińskie.
Hanaczów, który przeżył dwa głośne napady band ukraińskich, stał się przedmiotem ataku, dokonanego obecnie bezpośrednio już przez wojsko niemieckie.
Po spaleniu wsi w czasie napadu bandy ukraińskiej w dniu 8 kwietnia w Hanaczowie pozostało już tylko 150 - 200 młodych ludzi, którzy zgrupowali się w kilku pozostałych budynkach murowanych. W wyniku denuncjacji ukraińskiej, że w Hanaczowie znajduje się sowiecki oddział dywersyjny oraz żydzi, przyjechały do Hanaczowa dwie kompanie niemieckie SS oraz żandarmeria, które rozpoczęły ostrzeliwanie budynków, w których znajdowali się Polacy z dwu armatek. W wyniku walki, jaka się wówczas wywiązała uległ zupełnemu zniszczeniu kościół, klasztor i reszta ocalałych jeszcze z pożaru domów. Polacy straciwszy 1 zabitego i 3 rannych, zdołali się przebić i wycofać z Hanaczowa.
W ten sposób ostateczną likwidację Hanaczowa, której nie zdołały przeprowadzić bandy ukraińskie, dokonały niemieckie oddziały regularne.

 4. Rzeź w Podkamieniu
Obecnie dopiero dotarł do nas szczegółowy opis wypadków w Podkamieniu, które w swojej potworności należą do najbardziej tragicznych, a zarazem są jaskrawym przykładem współdziałania Niemców z bandami ukraińskimi, bez którego współdziałania w danym wypadku w Podkamieniu do rzezi w ogóle by nie doszło.
Banda ukraińska grasowała bezkarnie w Podkamieniu w ciągu całych 5 dni. Zjawiła się ona 10 marca w mieście, w którym kwaterował jeszcze wówczas oddział SS - dywizji - Galizien i dowództwo niemieckie. Niemcy na zjawienie się bandy w mieście nie zareagowali zupełnie, a zaraz następnego dnia oficerowie niemieccy i stacjonowany tam oddział SS - Dywizji - Galizien opuścili miasteczko. Banda UPA, której wyraźnie pozostawiono wolną rękę, ściągnęła nowe posiłki, a następnie otoczyła klasztor OO. Dominikanów, w którym skupiona była ludność polska, składająca się przeważnie z uchodźców z okolicznych popalonych wsi polskich. 
Bandyci zażądali wpuszczenie ich do klasztoru, czemu odmówiono. Przez cały dzień 11-go i do południa 12-go marca bandy ostrzeliwały klasztor, lecz Polacy, posiadając klika karabinów, byliby do ich wdarcia się do środka nie dopuścili.
Sytuacja zmieniła się dopiero około godziny 15-ej, kiedy pod Podkamieniem zjawił się oddział niemiecki, wracający z ekspedycji karnej. Dowódca tego oddziału wysłał posłańca do ludności polskiej, zgrupowanej w klasztorze, nakazując jej natychmiast klasztor opuścić pod groźbą bombardowania. Przerażona ludność zaczęła wychodzić za mury i od tej ... I to ma być historia ukraińskiej lojalności i ludobójstwa!

 

Jak „bohaterowie" UPA walczyli o niepodległość Ukrainy

Tadeusz urodził się 1 stycznia 1938 roku we wsi sołeckiej Zastawce ad Hołhocze parafia Szwejków w powiecie Podhajce.
Wieś miała według GUSu 1921 - 168 budynków mieszkalnych, 735 mieszkańców bez odbywających służbę wojskową, w tym było 306 Polaków, 424 Ukraińców i 5 Żydów.
Ojciec Tadeusza /urodzony w 1912 roku/ nazywał się Michał, a matka Aniela z domu Turkiewicz. Gdy miał zaledwie półtora roku Polska straciła niepodległość. Ojciec Tadeusza wrócił z wojny do domu. 
Powiat Podhajce znalazł się w sowieckiej strefie okupacyjnej. Do domu Anny Mydłowskiej babci Tadeusza 10 lutego 1940 roku sąsiad Ukrainiec przyprowadził sołdatów NKWD, którzy kazali babci z córkami zabierać się na podstawiony wóz. Wywożono wybranych Polaków na Sybir.
W połowie 1941 roku zmienił się okupant. Sowieci jak przyszli, tak szybko uciekli. Powiat Podhajce został włączony do Generalnego Gubernatorstwa pod okupacją niemiecką.
Była to sobota, ojciec pojechał saniami po drzewo do lasu razem z dwoma 15 letnimi chłopcami Janem Koźlakiem i Franciszkiem Hertmanem. W lesie złapali ich banderowcy, kazali ojcu położyć się na saniach, nakryli go celtą wojskową, posiadali na nim, okładali go kolbami i pojechali w głąb lasu. Po zatrzymaniu się w lesie rozpoczęli ojca torturować, żywcem wycięli mu obie łydki, a gdy ojciec krzyczał obcięli mu język. Następnie wydłubali mu oko. Nacięli skórę wokół głowy i zdjęli z czaszki. Po torturach powiesili ojca na drzewie. Razem z ojcem w podobny sposób zginął Jan Koźlak, Franciszek Hertman w niewyjaśnionych okolicznościach uszedł z życiem. Przez dłuższy czas nikt nie miał odwagi zdjąć wiszące trupy. Po zdjęciu ojca stwierdzono również ślady od noża na karku. Ojciec został zamordowany przez banderowców w zimie 1943/4, matka pochowała ojca, a niedługo potem (około dwa miesiące) sama została zamordowana i już nie miał kto pochować jej zwłok. 
Tadeusz dobrze pamięta jak banderowcy zabrali jego mamę, gdy oderwano go od mamy bardzo się bał, miał dopiero 6 lat. Zabrali mamę do drugiego budynku. Gdy ją torturowali słyszał jej krzyki, sam krzyczał ze strachu, chciał uciekać. Widział jak mamie założyli coś na szyję, przyczepili do sań i pognali przez wieś.
Jakaś kobieta ukraińska dusiła go, aby przestał krzyczeć, bo przeszkadzał jej w oglądaniu śmierci jego mamy. 
W Zastawcach widział jak zakopywano ofiary mordów dokonanych na Polakach przez banderowców, wydawało mu się, że niektórzy jeszcze żyli gdy ich wrzucano do dołów śmierci.
Razem z nim były zamknięte inne dzieci. Minęło około dwu tygodni, kiedy udało mu się uciec. Wyskoczył przez okno i uciekł do lasu.
Gdy tak włóczył się bez celu złapali go młodzi ukraińscy chłopcy i znęcali się nad nim. Był przez nich kopany, duszony, bity i poturbowany, jeden z nich załatwił się na jego głowie. Nadeszła jakaś kobieta, nakrzyczała na nich i kazała im odejść. Odprowadziła go kawałek drogi i powiedziała mu: teraz już sobie idź!
Szwendał się bez celu po lesie, aż trafił do partyzantki /Ochotnicza Brygada Straży Podolskiej w Szwejkowie/. W partyzantce w lesie leczył go doktor Zilbermand. 
Tu trochę zajmował się nim znajomy ze wsi Jan Haczkiewicz (urodzony 1.X.1924 roku), który w 1985 roku poświadczył dla sądu jego ciężkie przeżycia, jednakże nie przyznano mu żadnej pomocy finansowej.
Następnie podczas frontu został ranny i zabrany do szpitala, stąd zabrano go do sierocińca. W końcu przywieziono go do sierocińca na Dolnym Śląsku, w Płakowicach koło Lwówka Śląskiego..
Miał niecałe 8 lat, cudem ocalał jako sierota bez ojca i bez matki. Nie mógł pójść do szkoły, ponieważ po doznanych przeżyciach był niedożywiony, skóra i kości. Najgorsze było to, że nie mógł normalnie mówić, stękał, zacinał się. Został skierowany do jakiejś specjalnej szkoły w Warszawie. Było to chyba przy ulicy Hożej, uczył się mówić. Jeszcze dziś po tylu latach ma trudności w wysławianiu się.
Sprawiał wrażenie nienormalnego dziecka. Kiedy z sierocińca odebrała go rodzona ciotka, uważała jego za przygłupa, był przez nią źle traktowany. Za znęcanie się nad nim była osądzona przez sąd w Legnicy. 
W 1946 roku wróciła z Sybiru babcia Anna Mydłowska i otoczyła Tadeusza opieką. Babcia umarła 23 czerwca 1959 roku i została pochowana na cmentarzu w Jeleniej Górze. Tadeusz miał już 20 lat.
Dziś mieszka w Jeleniej Górze na przeciw ratusza, każdej niedzieli chodzi do kościoła pw. św. Erazma i Pankracego. Modli się w intencji oprawców spod znaku OUN - UPA, ale to nie była walka o niepodległość Ukrainy, to była zbrodnia ludobójstwa. Jako chrześcijanin i katolik bandytom dawno przebaczył, nie wie tylko czy Pan Bóg im przebaczy?
Polska o nim zapomniała, jako ofiara zbrodni UPA nie otrzymuje żadnej renty. Renty przyznano zbrodniarzom za rzekomo doznane krzywdy.

Na fotografiach:
1. Tadeusz z rodzicami
2. Z prawej strony Michał ojciec Tadeusza
3. Babcia i Tadeusz - pamiątka z Pierwszej Komunii

Polska tolerancja

 Od zarania dziejów, od Polski historycznej, od chrztu Polski, Polska słynęła z pełnej tolerancji wynikłej z tradycji gościnności starosłowiańskiej zarówno wobec innej narodowości jak i innej religii.
Trudno powiedzieć czy Gniezno, Poznań, Kalisz były w tym czasie miastami, czy tylko grodami z zamkami książęcymi, jedno jest pewne, że Wrocław i Kraków były już miastami. 
We Wrocławiu w pierwszej kolejności wybudowano “Plac Solny", a następnie wytyczono duży prostokąt na środku którego wybudowano ratusz, koło niego gęstą zabudowę domów mieszczan z ciasnymi uliczkami. Wokół tej zabudowy był plac targowy zwany rynkiem, a na obrzeżach wybudowano dalsze domy mieszczan. W jednym narożu wybudowano kościół św. Elżbiety.
Podobnie w Krakowie w pierwszej kolejności wybudowano “Mały Rynek", a następnie wytyczono duży prostokąt w centrum którego wybudowano ratusz z wieżą, Sukiennice i inne budowle, a na obrzeżach wybudowano domy mieszczan. W jednym narożu wybudowano kościół Mariacki. Zapewne pierwotnie większość budowli posiadała konstrukcje drewniane.
Wokół tego centrum budowano ulice. Trzeba przyznać, że było to w czasie poprzedzającym o dwa stulecia prawo magdeburskie, które powstało pod koniec XII wieku i do którego powstania przyczyniły się doświadczenia już istniejących miast.Chrześcijaństwo do Polski przybyło z Czech wraz z Dobrawą (Dąbrówką) żoną Mieszka I. Pierwsze biskupstwo w tym czasie powstało w Poznaniu, biskupem został Jordan, po nim był Niemiec Unger. W Gnieźnie około 977 roku została pochowana w kościele Dobrawa, a w 992 roku został pochowany w katedrze poznańskiej Mieszko I. Mieszko przyczynił się do rozprzestrzenienia się chrześcijaństwa na Węgry, Szwecję i Danię, poprzez małżeństwa swoich córek z panującymi w tych krajach. Adelajdę wydał za węgierskiego księcia Gezę, Świętosławę za króla Szwecji, a następnie za Swena, króla Danii, jej syn Kanut Wielki (+1035) utwierdził chrześcijaństwo w państwie duńskim.
Podczas panowania Bolesława Chrobrego (od 992 do 1025) zginął śmiercią męczeńską w 997 roku święty Wojciech podczas misji do pogańskich Prusów. Bolesław wykupił jego ciało i pochował w świątyni gnieźnieńskiej. Dla uczczenia śmierci św. Wojciecha podczas pielgrzymki do jego grobu cesarza Ottona III w 1000 roku na terenie Polski zostało założone arcybiskupstwo w Gnieźnie oraz trzy sufraganie - biskupstwa: we Wrocławiu, Krakowie i Kołobrzegu.
Około 1030 roku w Krakowie i we Wrocławiu była ulica Żydowska. Żydzi przez wiele wieków zachowali swoją odrębność, mieli własne gminy, sądy i świątynie (bożnice i synagogi). Król Kazimierz (Wielki) nie sprowadził Żydów do Polski, nadał im tylko szereg uprawnień i dzierżaw, dzięki którym bogacili się. W krajach zachodnich Żydzi byli prześladowani. W Pierwszej Rzeczypospolitej mieszkało 85% Żydów na świecie. Gdy podczas oblężenia Lwowa przez Tatarów i kozaków Chmielnicki zażądał wydania Żydów, aby sobie kozacy pohulali, Lwów odmówił. Jeszcze w XX wieku w Polsce byli Żydzi, którzy nie znali języka polskiego. Wszystko to świadczy o polskiej tolerancji. Wśród Żydów byli obywatele niezwykle lojalni wobec Polski, już w Powstaniu Kościuszkowskim wielce zasłużył się pułkownik Berek Joselewicz, a w dwudziestym wieku było ich zbyt wielu by tu ich wymieniać, walczyli w szeregach Orląt Lwowskich, w Wojsku Polskim na wschodzie i na zachodzie, ginęli w Katyniu. Jednak w najeździe bolszewickim był znaczny udział Żydów, penetrowali oni w Polsce partie lewicowe. Podczas drugiej wojny światowej jako funkcjonariusze NKWD mordowali polską inteligencję, mimo to pod okupacją niemiecką Polacy ratowali Żydów z narażeniem własnego życia. Po wojnie w tzw. Polsce Ludowej działając w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego Żydzi wymordowali wiele tysięcy patriotów polskich. A gdy się o tym mówi, to są objawy “antysemityzmu". 
Niemcy jako specjaliści w budownictwie i wszelakich rzemiosłach stanowili liczną grupę mieszczan w polskich miastach, szczególnie po wprowadzeniu prawa magdeburskiego. To też księgi miejskie we Lwowie były pisane po łacinie z licznymi wtrętami niemieckimi. Sądy niemieckie były nadrzędne (jedynie szlachta im nie podlegała). W kościołach msze były odprawiane po łacinie, a kazania mówiono po niemiecku. We Lwowie dopiero w połowie XVI wieku zaczęto mówić kazania po polsku. Różnie się kształtowała lojalność mieszczan wobec Polski. Biskup Nankier po przyjeździe z Krakowa do Wrocławia w 1331 roku przestrzegał przed zagrożeniem niemczyzną. Mimo to we Wrocławiu do 1821 roku przetrwało biskupstwo podległe arcybiskupowi w Gnieźnie. Jeszcze w połowie XIX wieku Jakub Bogedain biskup sufragan we Wrocławiu mówił chłopom na Śląsku by modlili się po polsku to Pan Bóg będzie ich lepiej rozumiał. W Krakowie Mikołaj Wirsing wydał ucztę na cześć monarchów gości króla Kazimierza (Wielkiego), która przeszła do historii jako uczta Wierzynka. Z Lwówka Śląskiego wyszło wielu zasłużonych twórców polskiej kultury i nauki pochodzenia niemieckiego. Niemcy we Lwowie spolonizowali się dając miastu wielu sławnych twórców kultury i nauki, ich lojalność została zapisana złotymi zgłoskami, poczynając od pierwszego w rodzie Polaka poety Wincentego Pola, kończąc na żołnierzach Sikorskiego.
Gdy do Polski dołączyła Litwa powiększyła się mozaika narodowa i religijna. Dziwny to był kraj. Książęta byli narodowości litewskiej i białoruskiej, językiem urzędowym kancelarii państwowej był białoruski, a granice obejmowały bezkresną przestrzeń na wschodzie aż po Dzikie Pola, dominowała religia prawosławna, chociaż Litwini byli ochrzczeni w religii rzymskokatolickiej. Pierwszy tekst po litewsku napisał dopiero Piotr Skarga: Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario i Wierzę w Boga Ojca. W powstaniach przeciw Rosji walczyli ramię w ramię Polacy i Litwini. We Lwowie został usypany Kopiec Unii Lubelskiej, unii polsko - litewskiej.
Po odzyskaniu niepodległości po pierwszej wojnie światowej Litwa świadoma polskości Wilna historycznej stolicy Litwy prowadziła jawnie antypolską politykę. Gdy Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów rozpoczęła w Polsce działania terrorystyczne, miała oprócz pomocy Austrii i Niemiec, stałe bazy w Czechosłowacji i na Litwie. Rząd Litewski wspierał terrorystów ukraińskich pokaźnymi sumami w dolarach. Minister Spraw Zagranicznych dr Zauniusi wystawiał terrorystom ukraińskim fałszywe paszporty. Jewhen Konowalec otrzymał paszport i legitymację korespondenta prasowego umożliwiającą przekraczanie wszystkich granic i pobyt we wszystkich państwach. Do Ameryki został wysłany z fałszywym paszportem litewskim płk. Emil Senyk pod nazwiskiem “Biskauskas" w celu zbierania pieniędzy na działalność terrorystyczną. Grzegorz Maciejko zabójca ministra Bronisława Pierackiego wyemigrował do Argentyny z litewskim paszportem, 32 lata po zamachu umarł 13 sierpnia 1966 roku jako Petro Knysz.
Pierwsza Rzeczypospolita państwo Polaków i Litwinów, ale także Rusinów i Białorusinów była pierwowzorem Unii Europejskiej i dawała narodom znacznie większe uprawnienia. To jest przecież nasza wspólna duma zdeptana przez Litwinów i nacjonalistów ukraińskich. Jeszcze w drugiej wojnie światowej Białorusini walczyli w szeregach Armii Krajowej.
Do Polski uciekł pod opiekę książąt Ostrogskich więziony w Moskwie drukarz rosyjski Iwan Fiedorow, którego Ukraińcy uważają niesłusznie za Ukraińca, w Polsce znaleźli azyl książęta Szujscy i wielu innych.
W Polsce też znaleźli azyl husyccy uciekinierzy z Czech, wśród nich Jan Amos Komeński (1592 - 1670) wielce zasłużony dla szkolnictwa polskiego. Trzeba tu dodać, że w tych czasach rózga w szkole była często używana, nikomu to nie zaszkodziło, a na pewno służyło większej dyscyplinie.
Podobnie przybyli do Polski Holendrzy protoplaści Anny German.
To właśnie dzięki polskiej tolerancji mogła rozwijać się wroga Polsce działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, założona we Wiedniu w 1929 roku. Działalności tej nie było ani w Związku Sowieckim, ani nawet w Czechosłowacji i Rumunii. Terroryści z tej organizacji cieszyli się wielką bezkarnością w Polsce. Błędem było odwlekanie aresztowań znanych działaczy OUN, co pozwoliło na dokonywanie licznych zamachów.
W dniu 29 sierpnia 1931 roku został zamordowany Tadeusz Hołówko. Tadeusz Hołówko po pracy w Wydziale Wschodnim MSZ objął kierownictwo grupy poselskiej Klubu Parlamentarnego BBWR. Zasadniczym celem działalności Tadeusza Hołówki było zbliżenie polsko - ukraińskie. Walka z opozycją, zerwanie z PPS i rozwód z Heleną Derewojed przyczyniły się do choroby serca, być może odezwały się też dolegliwości po ranach odniesionych w czasie wojny. Zdecydował się na kurację w Truskawcu, zamieszkał w pensjonacie greckokatolickich Sióstr Służebniczek, bowiem uważał się za Rusina. Ułatwiło to dokonanie na niego zamachu. W poszukiwaniu morderców został zastrzelony we Lwowie na ulicy Stryjskiej komisarz policji Emil Czechowski. Podejrzani o dokonanie mordu wpadli dopiero 30 listopada 1932 roku podczas napadu na pocztę w Gródku Jagiellońskim. Chłopi Rusini pomogli ująć sprawców napadu, byli to Wasyl Biłas, Dmytro Danyłyszyn, Marian Żurakiwśkyj i Zenon Kossak. Świadkiem na procesie był Mykoła Motyka, sam członek OUN, jednak przekonany, że działalność OUN przynosi szkodę narodowi ukraińskiemu. Sąd za zabójstwa podczas napadu na pocztę wydał wyrok śmierci na Biłasa, Danyłyszyna i Żurokiwśkiego. Pod petycją o ułaskawienie podpisali się czołowi działacze Organizacji Bojowej PPS: Tomasz Arciszewski, Kazimierz Dobrowolski i Antoni Purtal. Prezydent Ignacy Mościcki ułaskawił jedynie Żurakiwśkiego zamieniając mu karę na 15 lat ciężkiego więzienia. Wyrok wykonano 23 grudnia 1931 roku. Tymczasem dalsze śledztwo ujawniło przebieg przygotowania mordu Tadeusza Hołówki. Sprawą w procesie samborskim zajął się prokurator Mitraszewski. Na ławie oskarżonych zasiedli: Ołeksander Bunij, Mykoła Motyka i Roman Baranowśkyj. Baranowśkyj dostarczył komendantowi OUN rejonu drohobyckiego M. Hnatiwowi pistolet automatyczny browning. W pensjonacie Sióstr Służebniczek pracował Bunij, członek grupy terrorystycznej OUN, który poinformował Biłasa o pobycie w pensjonacie Tadeusza Hołówki. Hnatiw wydał rozkaz zamordowania Tadeusza Hołówki. Mordu dokonali Wasyl Biłas i Dmytro Danyłyszyn. Podczas procesu wyszło na jaw, że Roman Baranowśkyj miał powiązania z policją. Był jednocześnie członkiem OUN i płatnym informatorem policji we Lwowie. Nie należy się dziwić, że niewygodny świadek zginął podczas rzekomej ucieczki z transportu z urzędu śledczego do więzienia. Bunij został skazany na 10 lat więzienia, a Motyka na sześć.
W 1973 roku Jerzy Giedroyć gdy już kończyła się zależność od politycznej emigracji polskiej a jeszcze nie kumał się z Bohdanem Ostapczukiem, stypendystą Hitlera wydrukował w zeszycie historycznym nr 25 obszerny artykuł Władysława Żeleńskiego relacjonujący zabójstwo ministra Bronisława Pierackiego.
W Warszawie 15 czerwca 1934 roku przed Klubem Towarzyskim przy ulicy Foksal nr 3, został ciężko ranny w zamachu i zmarł podczas operacji tego samego dnia Bronisław Pieracki minister spraw wewnętrznych, zamachowcem był Grzegorz Maciejko członek Ukraińskiej Wojskowej Organizacji współdziałającej z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów. Organizacja tego zamachu miała powiązania międzynarodowe zarówno niemieckie, jak i republiki czechosłowackiej oraz Litwy. Wśród prowadzących śledztwo był prokurator Władysław Żeleński, bratanek Boya Żeleńskiego. Już na początku śledztwa ustalono rysopis zamachowca, który przed zamachem przechadzał się przed Klubem i usilnie manipulował coś w posiadanej paczce. Był to wysoki ogorzały młody człowiek o bujnej czuprynie, ubrany w jasno zielonkawy płaszcz gabardynowy i nieco ciemniejsze ubranie. Tego dnia przed Klubem kręcił się parę razy od rana. Był świadkiem wejścia do klubu premiera prof. Kozłowskiego, następnie ministra Opieki Społecznej Paciorkowskiego, a niedługo potem nadszedł minister Pieracki. Zamachowiec miał kłopoty z uruchomieniem zapalnika bomby, wyciągnął rewolwer i strzelił w tył głowy ministra Pierackiego. Podczas ucieczki zgubił paczkę w której była bomba. Znaleziono też kokardkę OUN. Ale nie było pewności czy zamachowiec był członkiem Obozu Narodowo Radykalnego czy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, która organizowała już nieudane zamachy na marszałka Józefa Piłsudskiego i prezydenta Wojciechowskiego. Dochodzenie w tej sprawie powierzono sędziemu śledczemu Teodorowi Wituńskiemu. Policja natrafiła na dom studentów ukraińskich w Krakowie przy Rynku Dębnickim nr 13, w którym znaleziono w pokoju Jarosława Karpyńca istne laboratorium chemiczne. Karpyniec został aresztowany pod zarzutem przynależności do OUN. Władysław Żeleński zabrał rozbrojoną bombę i pojechał do Krakowa. Tu w towarzystwie miejscowego śledczego i biegłego pirotechnika ustalono z całą pewnością, że porzucona bomba była wykonana w tym laboratorium. Były tu materiały z których ta bomba została wykonana. Policji znane były częste podróże do Czechosłowacji Karpyńca i jego kolegi Mikołaja Kłymyszyna. Mieszkanie Karpyńca było już pod stałą obserwację policji, dyskretna rewizja bagażu potwierdziła przemyt z Czechosłowacji “bibuły" oraz materiałów wybuchowych. Kiedy do mieszkania przybył nieznajomy, policja śledziła jego wyjazd na dworcu w pociągach do Lwowa, nie przypuszczano, że nieznajomy pojedzie do Warszawy, był to wprost niedopuszczalny błąd i przeoczenie służb bezpieczeństwa. A można było w zarodku udaremnić zamach.
Po zabójstwie Pierackiego wysłano do Gdańska Budnego - policjanta ze Lwowa, który już zajmował się obserwacją środowiska ukraińskiego w Wolnym Mieście. W Gdańsku znajdowała się ekspozytura OUN pod kierownictwem Andrzeja Fedyny, która zajmowała się przerzutem broni, kurierów i bibuły organizacyjnej. Śledząc Fedynę Budny zauważył towarzyszącego mu nieznajomego blondyna, który w Sopocie wsiadł na statek płynący do Świnoujścia. Natychmiast zaalarmował Warszawę, alarm dotarł do ambasadora Lipskiego w Berlinie, który telefonicznie polecił Heliodorowi Starkowi konsulowi polskiemu w Szczecinie, aby nadzorował aresztowanie i przesłuchanie domniemanego zabójcy. Zatrzymany posiadał dowód osobisty wydany przez konsulat Generalny Rzeszy Niemieckiej w Gdańsku na nazwisko Eugen Skyba i nie zdając sobie sprawy z obecności polskiego konsula przyznał się, że jest Ukraińcem i nazywa się Mikołaj Łebed`, że brał udział w napadzie w Gródku Jagiellońskim i szuka azylu w Niemczech. Ambasador postawił sprawę na ostrzu noża, że jeżeli Niemcy nie wydadzą podejrzanego o zabójstwo ministra Pierackiego, mogą być oskarżeni o wspieranie terroryzmu OUN w Polsce, tym bardziej, że Łebed` posiadał fałszywy dowód uzyskany od Niemców. Po długim oporze w Berlinie, Łebed` został odstawiony do Polski, rzecz jasna bez niemieckiego dowodu. W Warszawie jednak nie został rozpoznany jako zamachowiec, dopiero policjanci z Krakowa rozpoznali w nim “blondyna z teczką", który zawiózł do Warszawy bombę. Łebed` został zidentyfikowany, rozpoznano go jako organizatora napadu rabunkowego na pocztę w Gródku Jagiellońskim. Ustalono, że w Warszawie mieszkał pod nazwiskiem Swaryczewski i miał narzeczoną ze Lwowa o nazwisku Wanda Kwiecińska. Wanda Kwiecińska posługiwała się również dowodem na nazwisko Irena Solecka, a na prawdę nazywała się Daria Hnatiwska. W dalszym żmudnym śledztwie ustalono, że zabójca posługiwał się również fałszywym dowodem na nazwisko Włodzimierz Olszański. Z obserwacji kurierów przewożących wszelakie materiały z Krakowa do Lwowa, aresztowano we Lwowie 14 czerwca wielu młodych Ukraińców. Wśród nich był 25 letni Stefan Bandera. 9 maja został zastrzelony we Lwowie absolwent gimnazjum Jakub Baczyński, posądzony w kołach OUN o udzielanie informacji policji. Za zbyt wielką lojalność wobec państwa polskiego został zastrzelony 25 lipca Jan Babij dyrektor państwowego gimnazjum ukraińskiego. Zabójstwo Babija patrioty ukraińskiego, oficera Ukraińskiej Halickiej Armii wywołało wielkie oburzenie ludności ukraińskiej, pojawiły się głosy potępienia w prasie ukraińskiej, potępił zabójstwo w liście pasterskim greckokatolicki metropolita lwowski arcybiskup Andrzej Szeptycki. Wkrótce zostali aresztowani sprawcy obu zamachów Iwan Maluca, Roman Myhal i jeszcze jeden o nieustalonym nazwisku. Załamani nerwowo przyznali się do winy i odsłonili kulisy organizacyjne. Ujawniono, że Stefan Bandera był “prowidnykiem" krajowym OUN, że Łebed` już od roku przygotowywał zamach w Warszawie i mieszkał tam pod nazwiskiem Józef Daćko. Ustalono też, że Baczyński i Pieracki byli zastrzeleni z tego samego rewolweru. W toku śledztwa ustalono, że zabójcą ministra Pierackiego był Grzegorz Maciejko. Dzięki współpracy polskiego wywiadu z przyjaciółmi w Czechosłowacji strona polska mogła skopiować dokumenty archiwum Emila Senyka, zdobyte w czasie rewizji w jego mieszkaniu przez wywiad czeski. Było to 418 oryginałów i 2.055 fotokopii różnych maszynopisów i rękopisów: listy, sprawozdania, protokóły, rachunki, depesze, które ujawniły kulisy działalności OUN. Z tych dokumentów dowiedzieliśmy się po raz pierwszy o udzielaniu pomocy terrorystom ukraińskim przez rząd litewski.
Po śmierci Bronisława Pierackiego nowy minister utworzył 17 czerwca 1934 roku Obóz Odosobnienia w Berezie Kartuskiej dla “osób, których działalność lub postępowanie daje podstawy do przypuszczenia, że grozi z ich strony naruszenie bezpieczeństwa, spokoju lub porządku publicznego, mogą ulec przetrzymaniu i przymusowemu umieszczeniu w miejscach odosobnienia, nie przeznaczonych dla osób skazanych lub aresztowanych z powodu przestępstwa. W Berezie Kartuskiej zamykano na trzy miesiące członków ONR oraz terrorystów komunistów polskich i ukraińskich. Uwięzieni tam rozdmuchali propagandę na temat Berezy Kartuskiej jako “obozu koncentracyjnego". W sumie można było “na palcach" policzyć przetrzymywane tu osoby. Przez 5 lat zarejestrowano 3.000 nazwisk, czyli średnio poniżej stu w tym samym czasie.
We wrześniu 1935 roku wicemarszałkiem Sejmu został poseł UNDO Wasyl Mudryj. Sejm wprowadził ustawową amnestię, zamianę kary śmierci na dożywotnie więzienie, było to w czasie sądzenia zabójców ministra Pierackiego.
13 stycznia 1936 roku został wydany wyrok w sprawie morderstwa ministra Bronisława Pierackiego. Bandera, Łebed` i Karpyneć zostali skazani na karę śmierci zamienioną na mocy amnestii sejmowej na karę dożywotniego więzienia, Kłymyszyn i Pidhajny skazani na karę dożywotniego więzienia, Hnatiwska na 15 lat, Maluca, Myhal i Kaczmarski na 12 lat, Zarycka na 8 lat, Czornij i Rak na 7 lat. Na skutek odwołania 27-30 kwietnia 1936 roku sąd zmniejszył karę Czornija na 2 lata więzienia oraz Zaryckiej i Raka na 4 lata.
Równolegle w procesie we Lwowie Bandera i 22 członków OUN było sądzonych za przynależność do OUN, udział w zamachach na Babija i Baczyńskiego i prowadzenie szerokiej działalności na rzecz „Zachodniej Ukrainy". Bandera i Myhal zostali skazani na siedmiokrotną karę dożywotniego więzienia, Maluca - który zorganizował przerzut do Czechosłowacji Grzegorza Maciejki został skazany na 15 lat więzienia, Pidhajny, Kaczmarski i Zarycka oraz Jarosław Stećko otrzymali po 5 lat, inni otrzymali niższe wyroki. Jarosław Stećko zwolniony przed terminem uciekł za granicę. Oddzielnie sądzony Łebed` za napad na pocztę w Gródku Jagiellońskim skazany został na 12 lat więzienia. Wkrótce w więzieniu Łebed` i Hnatiwska zawarli związek małżeński, był to przejaw polskiej tolerancji. W 1938 roku miała miejsce nieudana próba ucieczki Bandery z więzienia we Wronkach. Na początku września 1939 roku po wybuchu wojny wypuszczono wszystkich więźniów na wolność.
Korespondentem lwowskiego Diło był znany później z Kanady “profesor" Kiedryn Rudnicki, on to nagłośnił okrzyk Bandery: “jako obywatel ukraiński nie podlegam polskim prawom". I tu powstał wielki błąd, należało oddać Banderę pod sąd Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Sowieckiej, byłby należycie osądzony!
Bandera i inni wybitni terroryści zostali ugoszczeni w sanatorium w Piszczanach na Słowacji. W artykule przedstawione są dalsze powojenne losy banderowców
Czy Władysław Żeleński pisał już pod dyktando Jerzego Giedroycia, bowiem znajdujemy tu cały szereg sformułowań odpowiadających nowym założeniom politycznym, w których polska racja stanu została zastąpiona kosmopolityzmem i polityką filoukraińską. W artykule znajdujemy informacje o rzekomym nacjonalizmie polskim, ludobójstwo to apokaliptyczny przebieg “konfliktu" polsko ukraińskiego przy rozwiązywaniu problemu zjednoczenia ziem “Niepodległej Ukrainy". Małopolskę Wschodnią n azywano “Zachodnią Ukrainą” Dalej czytamy: »W nocy z 29 na 39 czerwca 1941 roku do Lwowa wkroczył batalion “Nachtigall" z “Legionu Ukraińskiego" - Niemcy wymordowali 38 Polaków profesorów lwowskich.« W tym Boya Żeleńskiego. Z tego wynika, że w ukraińskim batalionie nie było Ukraińców, tylko Niemcy? Dalej »W więzieniach we Lwowie znaleziono ponad 2.400 zwłok więźniów Ukraińców, Polaków i Żydów wystrzelanych barbarzyńsko przez Rosjan tuż przed odejściem.« Dlaczego tylko we Lwowie, a nie we wszystkich miejscowościach gdzie były więzienia, w Samborze, w Złoczowie, Żółkwi itd. dlaczego tak zaniżone liczby, tylko we Lwowie zamordowano około 10 - 12 tysięcy i nie Ukraińców, Polaków i Żydów, a prawie wyłącznie Polaków i trochę Ukraińców i Żydów. A mordowali Rosjanie z NKWD niemal wyłącznie żydowskiego pochodzenia. Autor wymyślił sobie »powołanie Ukraińskiej Powstańczej Armii dla zwalczania partyzantów sowieckich. UPA walczyła też z oddziałami Armii Krajowej i innymi podziemnymi formacjami polskimi,« których w tym czasie jeszcze tam nie było. »Zdarzało się też, że UPA walczyła z oddziałami niemieckimi. Dowódcą UPA był Roman Szuchewycz - “Taras Czuprynka".« Czy Władysław Żeleński nie wiedział, że głównym i jedynym zadaniem UPA było mordowanie ludności polskiej. Kolejne kłamstwo: »W 1943 roku Niemcy utworzyli dywizję “SS Hałyczyna" która nigdzie nie została użyta przeciwko Polakom« - była to dywizja SS “Galizien" która popełniła cały szereg zbrodni przeciwko Polakom, o czym pisaliśmy “Na Rubieży". »UPA nawet po wojnie prowadziła walki partyzanckie po obu stronach nowej granicy wschodniej PRL. ... Dla zduszenia wciąż tlejących ognisk oporu, władze PRL uciekły się do masowych przesiedleń ludności, głównie z Łemkowszczyzny. Walki o zmiennym natężeniu przeciągają się tu i tam, do końca 1950 roku, kiedy w dniu 5 marca Roman Szuchewycz - Taras Czuprynka ataman dzielny ale i okrutny, zginął od kul sowieckich z całym oddziałem, osaczony w kryjówce pod Lwowem przez oddział NKWD, któremu nie chciał się poddać« Tyle kłamstwa w tak krótkim tekście. Nie było jeszcze PRL-u. Operacja wojskowa o kryptonimie „Wisła" pod dowództwem gen. Stefana Mossora miała na celu nie “zduszenie wciąż tlejących ognisk oporu", ale zakończenie zbrodni ludobójstwa dokonywanego na ludności głównie polskiej przez bandy UPA. W czasie przesiedlenia ludności nikt nie zginął zamordowany przez żołnierzy polskich. Kiedy NKWD dopadło Romana Szuchewycza nie było już „całego oddziału", którym by dowodził ten ataman dzielny, ale i okrutny podczas oczyszczania „ziemi ukraińskiej" z Polaków, dokonując ludobójstwa.
Czy za te oszustwa ponosi winę Władysław Żeleński, czy Jerzy Giedroyć? 
Jedno jest pewne, gdyby nie było tak dalece istniejącej polskiej tolerancji, nigdy by nie doszło do zbrodni ludobójstwa i utraty Kresów Wschodnich.  

Szacunkowe liczby ofiar ludobójstwa

Może pochopnie i nieopatrznie prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk, powtórzył za głoszonymi przez niektórych publicystów historycznych, że liczbę ofiar Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i tak zwanej Ukraińskiej Powstańczej Armii można szacować na pół miliona.
Już na pierwszym spotkaniu polsko – ukraińskim zorganizowanym w Podkowie Leśnej pod Warszawą przez Ośrodek „Karta” w dniach 7 – 9 czerwca 1994 roku liczba ofiar ludobójstwa stała się przetargiem. Zaczęto dla zmniejszenia tej liczby rozpatrywać tylko zbrodnie na Wołyniu, który miał stosunkowo niewielkie zaludnienie. Na zakończenie spotkania został wydany „Komunikat”, stronę polską reprezentowali również Ukraińcy mieszkający w Polsce. W komunikacie podano liczbę 50.000 ofiar ludobójstwa na Wołyniu. Komunikat ze strony polskiej podpisało 11 osób na prawie 50 biorących udział w spotkaniu. Wśród podpisujących był Władysław Siemaszko. Zapytałem jego dlaczego podpisuje ten kłamliwy komunikat? Przecież razem z Józefem Turowskim przez cały czas od zakończenia wojny zbierali materiały z archiwum 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, przesłuchiwali świadków zbrodni i ustalili, że można określić szacunkowo liczbę ofiar zbrodni ludobójstwa dokonanego przez OUN – UPA na Wołyniu na 60.000 do 80.000. Już po śmierci Józefa Turowskiego w 1990 roku w wydanej broszurze została obniżona górna granica do 70.000, a teraz godzi się pan na 50.000 ofiar. Władysław Siemaszko odpowiedział mi krótko: „Liczby są nie ważne, ważne jest to, że Ukraińcy przyznali się do popełnienia zbrodni ludobójstwa”. Wśród tych, którzy razem ze mną nie podpisali „Komunikatu” był odznaczony 11 lipca 2008 roku pośmiertnie Krzyżem Komandorskm Orderu Odrodzenia Polski Włodzimierz Sławosz Dębski.
W tym roku zostanie wydany setny numer naszego pisma „Na Rubieży” poświęconego dokumentowaniu zbrodni dokonanych na ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i tzw. Ukraińską Powstańczą Armię. Zostały wydane również książkowe opracowania ludobójstwa dokonanego w czterech województwach południowo wschodnich Drugiej Rzeczypospolitej. Mogłoby się wydawać, że wszystko zostało zakończone i można podać szacunkową liczbę ofiar ludobójstwa, tymczasem liczba ta jest podawana w każdej publikacji inna. Wniosek stąd wypływa jeden, nie można jeszcze sprawy zakończyć.
Kiedyś napisałem: „nagie trupy w rozpadlinach skalnych {w dołach leśnych i bagnach} nie mają nazwisk i narodowości”, ale nawet te, które odnaleziono i zidentyfikowano, jak przerżniętą piłą na pół i ukrytą w lesie siostrę Zofię od Serca Jezusowego Stefanię Ustianowicz z klasztoru w Jazłowcu, nie zamykają liczby ofiar.
Przed paru dniami 12 lipca 2008 dostałem kolejną relację od Romana Romanowa uzupełniającą nasze dokumenty, w której napisał: Na wieś Huta Stara powiat Buczacz gmina Monasterzyska UPA dokonała nie jeden, a dwa napady. Pierwszy miał miejsce w nocy 4 marca 1944 roku. Spalono około 170 zagród, ocalało zaledwie około 30. Paweł Biernacki „Pawłuniu” został zarąbany siekierą w ogrodzie pod czereśnią, miał około 60 lat. Stanisław Braszka „Kurka” kiedy banderowcy podpalali jego dom, zaczął uciekać, został postrzelony w plecy i zabity ciosami siekierą w głowę. Ukryci w schronie wykopanym w obejściu Pawła Biernackiego Aniela Biernacka żona Pawła, Michał Biernacki syn, Hanna Biernacka córka, Urszula Romaniuk i jej siostra Helena oraz Maria córka Heleny zostali uduszeni dymem palącego się domostwa. Zginęli też “Dośka” Biernacka i Józef Bobik, zastrzeleni w czasie ucieczki zostali Józef Dobrucki i Aniela Bobik. Uduszony został Jan Dobrucki. To 13 zidentyfikowanych osób.
W drugim napadzie pod koniec lutego 1945 roku (przypuszczalnie 28) spalono doszczętnie odbudowującą się wieś. Podczas napadu zamordowani zostali: dwie Marie Biernackie o tym samym imieniu, Zofia i Anna Biernackie, Jan Charęza (miał około 20 lat) Zofia Żuczkowska (miała około 60 lat). Te nazwiska zapamiętali żyjący dziś świadkowie.
Gdy już nie żyje tak wielu świadków zbrodni ludobójstwa zebranie pełnej dokumentacji nie jest możliwe. Przykładowo w województwie tarnopolskim zebrano relacje 2956 świadków dotyczące 780 miejscowości. Są to niepełne dane, ciągle uzupełniane, tak jak w Hucie Starej. Pozostało 340 miejscowości o których nic nie wiemy.
W świetle tego można śmiało powiedzieć, że żadna szacunkowa liczba nie będzie odpowiadać rzeczywistym stratom, biorąc pod uwagę liczbę świadków zmarłych już przez sześćdziesiąt lat, nawet dwieście tysięcy ofiar to będzie liczba zaniżona. Jedynym sposobem określenia liczby strat będzie praca naukowa obejmująca badania demograficzne. Jednak prawdziwa liczba ofiar ludobójstwa jest bardzo niekorzystna dla propagandy ukraińskich nacjonalistów. To jest jedyne wytłumaczenie dotychczasowego stanu rzeczy.

 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 10 odwiedzający (17 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=