Od Lwowa do Jeleniej Góry
  Towarzystwo Miłośników Lwowa
 
Zawartość tej strony:
Geneza Towarzystwa Miłośników Lwowa
Towarzystwo Miłośników Lwowa, a Ziomkostwo Niemieckie


Geneza Towarzystwa Miłośników Lwowa 

Na świętego Antoniego 13 czerwca 1946 roku zostaliśmy wysiedleni ze Lwowa. Wysiedliśmy z transportu w  Przeworsku, bo przecież za trzy miesiące wrócimy do Lwowa. Ameryka nie pozwoli Stalinowi na grabież polskiej ziemi. Ale już dwa miesiące później byliśmy w Jeleniej Górze, w tej Jeleniej Górze, o którą na początku XX wieku zabiegał profesor Eugeniusz Romer. Badał on archiwa wrocławskie szukając podstaw przynależności Dolnego Śląska do Polski, dla przyszłej konferencji pokojowej. Niestety po pierwszej wojnie światowej do Polski powrócił Śląsk bardzo okrojony. Niemcy mimo przegranej wojny stanowiły nadal europejską potęgę i miały wielkie wpływy na kraje, które rządziły Europą. Trzeba przyznać, że też nie bardzo dbały o zacieranie polskości tej ziemi. Miejscowości w pobliżu Jeleniej Góry – Janowice nazywali Janowitz, a Łomnicę po prostu Lomnitz, w herbie Wrocławia pozostawili literę W.
Lwowiacy zostali rozsiani po całej Polsce. Największe skupiska były we Wrocławiu, Bytomiu i Gliwicach, nawet w Jeleniej Górze osiedliło się nas około dwa tysiące. Lwowiacy we Wrocławiu bardzo szybko się zorganizowali. Zaistnieliśmy w radio (Juśku i Miśku we Wrocławiu), telewizji i w prasie (Nowe Sygnały we Wrocławiu), jak długo to było możliwe. Wiktor Budzyński (ps. Hilary Proszek) i Marian Hemar zabierali głos w Radio Wolna Europa i z Londynu przez wiele lat. Mariana Hemara z radia usunął Jan Nowak Jeziorański, wtedy Hemar zaczął wydawać swoje tomiki. Jerzy Janicki w swoich filmach i serialach pokazywał Lwowiaków w osobie Jurka Michotka.
W Tygodniku Powszechnym zaczęły ukazywać się ogłoszenia o Mszy Świętej w intencji Jurka Bitschana. Było to hasło do corocznych listopadowych spotkań lwowskich w Krakowie. Po mszy odbywało się spotkanie u Ojców Dominikanów. Brałem udział we wszystkich tych spotkaniach, jako jedyny przedstawiciel Jeleniej Góry. Poznałem Ojca Adama Studzińskiego. Zdarzyło się, że w powitaniach Ojciec Studziński witał pielgrzyma z Jeleniej Góry. Rozprowadzałem swoje wierszyki lwowskie i poznawałem wielu starych zasłużonych Lwowiaków. Pan Wasiuczyński opowiadał mi jak „zdobyto” koszary Bema.
Aż tu 19 października 1988 roku wieczorem zatelefonował do mnie Kazimierz Lelo, że następnego dnia odbędzie się w Stronnictwie Demokratycznym we Wrocławiu zebranie założycielskie Towarzystwa Miłośników Lwowa.
Starania o rejestrację Towarzystwa rozpoczęła 15 stycznia 1988 roku grupa inicjatywna w osobach: Jadwiga Kaluscha, dr Stanisław Krzaklewski, mgr Emil Teśluk, mec. Jerzy Szewczuk i lekarz wet. Zdzisław J. Zieliński. Do grupy tej dołączyły dwie panie: dr Danuta Nespiak i mec. Joanna Wolak i nieco później jeszcze lek. med. Zdzisław Ojrzyński i mec. Zbigniew Wenz. Wniosek o rejestrację został poparty przez prezesa Wojewódzkiego Komitetu Stronnictwa Demokratycznego we Wrocławiu profesora dra Franciszka Bielickiego.
20 października 1988 na zebraniu założycielskim było około 100 osób. Kuto żelazo póki gorące. Ustalono powołanie pierwszego Walnego Zebrania Wyborczego TML za tydzień.
27 października 1988 roku w gmachu Państwowej Filharmonii we Wrocławiu na pierwszym Walnym Zebraniu Wyborczym było ponad 500 osób.
Do Zarządu Towarzystwa zostali wybrani: doc. dr Witold Czerwiński, mgr inż. Wojciech Dzieduszycki, p. Danuta Fakowska, mgr inż. Leszek Flis, mgr Henryk Grabski, p. Jadwiga Kaluscha, lek. med. Andrzej Kamiński, p. Janina Kondzioła, dr med. Stanisław Krzaklewski, dr med. Tadeusz Myczkowski, lek. med. Zdzisław Ojrzyński, mgr Jerzy Petryński, doc. dr Leszek Sawicki, lek. wet. Zdzisław J. Zieliński i prof. dr inż. arch. Tadeusz Zipser.
Do Komisji Rewizyjnej weszli: mgr Mieczysław Korzycki, mgr Emil Teśłuk, mgr Stefania Tułasiewicz Dmochowska, mgr Edward Zając, przewodniczący Aleksander Korman.
Do Sądu Koleżeńskiego powołani zostali: p. Alfred Huczek, mgr Jerzy Kucharski, mgr inż. Stefan Sokolnicki, mgr Zbigniew Wenz, przewodniczący dr Stanisław Rogowski.
3 listopada 1988 roku ukonstytuowało się Prezydium Zarządu TML: prezes Zdzisław Zieliński, wiceprezesi Tadeusz Myczkowski i Tadeusz Zipser, sekretarz Henryk Grabski i skarbnik Danuta Fakowska. Jednak już 11 stycznia 1989 roku nastąpiły zmiany w Zarządzie, prezesem został Tadeusz Myczkowski, wiceprezesami Tadeusz Zipser i Andrzej Kamiński, sekretarzem Leszek Flis, skarbnikiem Danuta Fakowska.
We Wrocławiu na przeciwko opery w Stronnictwie Demokratycznym na drugim piętrze zwijał się i mnożył Zbyszek Urycz, rejestrował oddziały, kluby i koła powstającego Towarzystwa, segregował deklaracje członkowskie, które masowo napływały z całej Polski. Za pewne wśród nich było wielu takich, którzy liczyli na jakieś odszkodowania, ale większość przyciągała miłość do kochanego miasta.
Jak grzyby po deszczu powstawały w całej Polsce Oddziały, Kluby i Koła Towarzystwa Miłośników Lwowa, wkrótce było ich około 70. 
20 grudnia 1988 roku w klubie Stronnictwa Demokratycznego w Jeleniej Górze po prelekcji Krzysztofa Bulzackiego na temat historii i tradycji Lwowa powstała grupa inicjatywna powołania Towarzystwa Miłośników Lwowa w Jeleniej Górze z Kazimierzem Lelo działaczem Stronnictwa na czele. Dnia 3 lutego 1989 roku odbyło się w Stronnictwie Demokratycznym zebranie założycielsko organizacyjne Towarzystwa Miłośników Lwowa Oddziału w Jeleniej Górze. Na zebranie przybyło 68 osób. Zebranie otworzył i przedstawił cele Towarzystwa gospodarz klubu Kazimierz Lelo. Krzysztof Bulzacki zapoznał zebranych ze statutem Towarzystwa Miłośników Lwowa we Wrocławiu. W głosowaniu jawnym wybrano władze Oddziału w następującym składzie: 
Zarząd - przewodniczący Kazimierz Lelo, I zastępca Krzysztof Bulzacki, II zastępca Jan Bajor, sekretarz Kazimierz Paluch, skarbnik Wanda Kojdecka, członkowie Zofia Bracławik, Wacław Kaniewski, Edward Kuzioła, Zyta Najdek, Jerzy Nowakowski, Krystyna Jaguś.
Komisja Rewizyjna - przewodniczący Andrzej Miliński, członkowie Maria Eustachia Malarz, Tadeusz Kocioła, Stefania Ekert.
Sąd Koleżeński - przewodniczący Mieczysław Cieśluk, członkowie Danuta Bereżańska, Stanisław Domaradzki.
Zarząd podjął się opracowania projektu działalności do zatwierdzenia na zebraniu ogólnym.
Na pierwsze Walne Zebranie Oddziału w Jeleniej Górze przybyło ponad dwieście osób. Na zebraniu (w Cieplicach w Gencjanie) 120 osób kupiło książkę Stanisława S. Nicieji pt. „Cmentarz Łyczakowski we Lwowie”. W krótkim czasie Jerzy Janicki spowodował wydanie 6 tomów reprintu „Biblioteki Lwowskiej” wydanej nakładem Towarzystwa Miłośników Przeszłości Lwowa na początku XX wieku. Prawie wszystkie wydawnictwa drukowały książki o Lwowie. Pisali je Witold Szolginia, Jerzy Janicki, jedną piękną książkę napisał Jerzy Michotek i wielu innych.
Wszedłem do Komisji Naukowo Historycznej i w najbliższych wyborach do Zarządu Głównego. Spragnieni wiedzy o Lwowie zapraszali prelegentów do oddziałów w całej Polsce. Prelekcje wygłaszali doc. dr Stanisław Nicieja, prof. dr Zdzisław Siciński, doc. dr Witold Szolginia, prof. dr Tadeusz Zipser. Po całej Polsce jeździli Jerzy Michotek, Zdzisław Ojrzyński i Krzysztof Bulzacki. W 1992 roku w Częstochowie chyba padł rekord, na odczycie Krzysztofa Bulzackiego było ponad 900 osób. Po odczycie wystąpiły dwa zespoły, Kapela Przemyska odkryta przez Jerzego Janickiego i Janusza Budzyńskiego oraz Zespół z Brzegu wylansowany przez Zbigniewa Gratę. Krzysztof Bulzacki swoje odczyty i artykuły wydał w dwu książeczkach: „Zawsze mój Lwów” i „Zawsze wierni Tobie Polsko”. Ten drugi tytuł, jak napisał mgr inż. arch. Andrzej Chlipalski jest „pompatyczny, ale adekwatny co do treści”.
Dr Jerzy Masior i Janusz Ragankiewicz rozpoczęli ogólnopolskie konkursy piosenki lwowskiej. Mgr inż. arch. Andrzej Chlipalski zorganizował bodajże pierwszą w Polsce wystawę lwowską w Krakowie. Widziałem tam ciągle jeszcze piękną Lwowiankę artystkę Ludwikę Castori.
We Wrocławiu na cmentarzu Świętej Rodziny odsłonięto Pomnik Orląt Lwowskich.
W kwietniu dr Tadeusz Myczkowski i Krzysztof Bulzacki wzięli udział w I Walnym Zgromadzeniu Założycielskim Towarzystwa Przyjaciół Ossolineum, na którym prof. dr hab. Roman Kaleta został wybrany na prezesa. Krzysztof Bulzacki przedstawił prof. Kalecie okolicznościowy wierszyk, i po Jego akceptacji odczytał go zebranym.
Dr Tadeusz Myczkowski własnymi pieniędzmi wsparł kwotę zebraną na sztandar Towarzystwa.
Na jednym z zebrań został postawiony wniosek o konieczności wydawania własnego pisma, z pomocą finansową wystąpił Jan Akielaszek. Krzysztof Bulzacki postawił wniosek aby pismo nazywało się „Semper Fidelis”. Wniosek spotkał się z negatywną oceną, bowiem zapomniano już, że taki napis był na Dworcu Głównym i ludzie tego nie zrozumieją. Wtedy jeszcze było wielu Lwowiaków dobrze znających Lwów i nazwa ta została zatwierdzona. 
Dziś myślę, że przeciwnicy tej nazwy chyba mieli rację, szczególnie kiedy mi jedna Lwowianka w Jeleniej Górze powiedziała, że we Lwowie był Uniwersytet Jagielloński! I choć to już prawie18 lat naszego pisma, to przecież nie wszyscy wiedzą co to znaczy!
Dr Danuta Nespiak wydelegowała Krzysztofa Bulzackiego z Zarządu Głównego TML jako łącznika do organizowanego przez Rodziny Ofiar Zbrodni Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów - Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. Krzysztof Bulzacki został wybrany do Zarządu Stowarzyszenia.
W dniach 25 - 27 września 1992 roku odbyła się sesja Ogólnopolskiego Seminarium Historii Kresów Wschodnich pod przewodnictwem prof. dr hab. Edwarda Prusa oraz Pierwsze Walne Zgromadzenie Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów.
Krzysztof Bulzacki wystąpił z wnioskiem o potrzebie wydawania własnego pisma, a Szczepan Siekierka zaproponował nazwę “Na Rubieży”. Pierwszy numer, który ukazał się w listopadzie 1992 roku został opracowany przez kolegium redakcyjne w składzie: Krzysztof Bulzacki, Aleksander Korman, Cezary Łukasik, Danuta Nespiak, Edward Prus, Tadeusz Swoboda. Numer ten został wydany przy pomocy drukarni Wojska Polskiego, papier kupił Szczepan Siekierka.
W całej Polsce ożywiły się Organizacje Kresowe. Coraz więcej ludzi zaczęło pisać artykuły, wspomnienia i książki wydawane drukiem. W latach 1991 – 1993 wyszło 15 numerów pisma “My na Wschodzie”. W Warszawie Janusz Wasylkowski rozpoczął w 1991 roku wydawanie “Rocznika Lwowskiego”, a w 1995 roku rozpoczął w Krakowie mgr inż. arch. Andrzej Chlipalski wydawanie kwartalnika Crakovia Leopolis. Wszystko to było uzupełniane wydawaniem licznych reprintów dokumentujących polskość Lwowa.

Towarzystwo Miłosników Lwowa a Ziomkostwo Niemieckie


 

Spuścizną minionego okresu pozostała znikoma znajomość historii, umożliwiająca różne fałszerstwa służące destruktywnej propagandzie uprawianej przez różnorodne, nie tylko obce, ale również polskie ośrodki.
Sofizmatycznie przedstawiane są stosunki polsko - ukraińskie, szczególnie w porównywaniu Towarzystwa Miłośników Lwowa do Ziomkostwa Niemieckiego. Sprawa ta wymaga właściwego naświetlenia, jednak prasa polska nie podejmuje tego tematu.

Myślę, że Polacy powinni brać przykład z Ukraińców, z ich pełnego zaangażowania i niezwykłej ofiarności na rzecz propagowania interesów narodowych. Polacy w większości przestali interesować się rozwojem sytuacji w Polsce. Ukraińcy w celach propagandowych posługują się licznymi fałszerstwami historycznymi publikowanymi w prasie światowej i przedostającymi się do prasy polskiej. Wszelkie fałszerstwa i objawy zakłamania ukazujące się w prasie polskiej na własną szkodę, pozostawiane są na ogół bez reakcji. Większość prasy polskiej cechuje wybitny oportunizm. Jednak ucieczka od prawdy do niczego nie doprowadzi.
Przeciętny Polak nie orientuje się w prawach Polski do należnych jej granic i dlatego sądzi, że Polska może zajmować tylko połowę swego terytorium, albo na zachodzie, albo na wschodzie. W niniejszym przedstawieniu tego problemu nie chodzi o wywoływanie wojennych nastrojów, każda wojna jest zbrodnią, celem tych rozważań jest naświetlenie naszych praw i zwrócenie uwagi na to, że żaden minister Rządu Polskiego, ani nawet Prezydent, nie jest upoważniony do składania swego podpisu w imieniu Narodu Polskiego pod paktem Ribbentrop - Mołotow.
Porównując działalność Towarzystwa Miłośników Lwowa do działalności Ziomkostwa Niemieckiego trzeba dostrzec istniejące różnice. Pomijając niemieckie zbrodnie wojenne i odpowiedzialność Niemiec za skutki wojny, sama sprawa ziomkowstwa jest bardzo prosta. Już nazwiska czołowych postaci, panów Czaji i Hupki, świadczą, że ich przodkowie byli Polakami. Przez 600 lat Piastowie Śląscy byli pod wpływami niemieckimi, ale przyśpieszenie germanizacji Śląska nastąpiło dopiero po roku 1742, gdy został on włączony do Prus.
Jeszcze 200 lat temu cały lud śląski mówił wyłącznie po polsku, świadczy o tym instrukcja dla sołtysów wiejskich na “Szląsku i hrabstwie Glackim” czyli Kłodzku, wydana po polsku w Berlinie w 1804 roku i wydrukowana, rzecz jasna polskimi czcionkami, we Wrocławiu, w drukarni Bogumiła Korna. Wydana była po polsku, ponieważ nikt na wsi nie rozumiał języka niemieckiego.
Od czasów Kazimierza III (nazywanego w historii Kazimierzem Wielkim) Śląsk przechodził kolejno pod panowanie czeskie, węgierskie, austriackie, oraz prusko - niemieckie. W 1335 roku Kazimierz III oddał Śląsk królowi czeskiemu Janowi, który w zamian za to zrzekł się praw do korony polskiej. W latach 1469 - 1492 władał Śląskiem król węgierski Matias Korwin, następnie jako własność czeska dostał się Habsburgom, którzy włączyli Czechy do Austrii. Wszystkie te zmiany nie miały wpływu na organizację kościoła katolickiego na Śląsku aż do roku 1821. Do tego czasu biskupstwo wrocławskie należało do arcybiskupstwa gnieźnieńskiego i miało decydujący wpływ na utrzymanie polskości ludu śląskiego. Prusacy zrozumieli, że germanizacja Śląska wymaga zniesienia zależności kościoła od polskiego arcybiskupa.
Jeśli panowie Czaja, Hupka, Król i pani Sikora czują się Niemcami, nikt im tego nie może zabronić. Jeśli chcą mieszkać w Polsce jako lojalni obywatele, myślę, że nikt ich nie będzie wyganiał i będą mieli takie same prawa jak Polacy w Niemczech, w tych samych proporcjach. Wielu Niemców i Austriaków zostało Polakami z wyboru, walczyli oni za wolność Polski, choćby wspomnieć księcia Habsburga z Żywca, który wojnę przesiedział jako polski oficer w obozie jenieckim w Niemczech. Lista byłaby bardzo długa, ale to nie powód by Bawarię nazywać Ojczyzną, czy Śląsk Heimatem. Żądanie przynależności Śląska do Niemiec jest tak samo śmieszne, jak żądanie na tej samej zasadzie przynależności Bawarii do Polski.
Sprawa polskiego Lwowa ma zupełnie inny charakter i o tym dobrze wiedzą Ukraińcy, którzy przez pół wieku swą słabość wyładowywali na Cmentarzu Obrońców Lwowa. Lwów był ruski przez 90 lat, założony przez książąt ruskich Danyła i Lwa na Ziemi Czerwieńskiej, należącej od zarania dziejów do Polski. Przez 600 lat Lwów zapisał się złotymi zgłoskami w historii Polski, w latach świetności Rzeczypospolitej i jej upadku, w walce o niepodległość. To Lwów przyczyniał się do powszechnej polonizacji przybyłych z całego świata obcokrajowców.     Przynależność Lwowa do Związku Radzieckiego była wynikiem aktu przemocy i bezprawia, usankcjonowanego zbrodniczym paktem Ribbentrop - Mołotow. W czasie, gdy Stalin kumał się z Hitlerem, ludność kresowa południowo - wschodniej Polski została wyniszczona nie tylko przez okupantów sowieckich i niemieckich, ale również przez ukraińskich nacjonalistów, którzy mają na sumieniu wymordowanie w bestialski sposób pół miliona Polaków. Granica wschodnia ustalona była w Traktacie Ryskim po wojnie polsko - bolszewickiej na zasadzie równowagi etnicznej. Po stronie sowieckiej pozostało kilka milionów Polaków, po stronie polskiej mniej więcej tyle samo Białorusinów, Rusinów i Ukraińców. Poważną pomyłką było pozostawienie Sowietom Kamieńca Podolskiego, odzyskanego dla Polski jeszcze przez Kazimierza III. Inteligencja polska z Ukrainy w dużej większości uciekła do Polski, pozostała ludność polska została wysiedlona do Kazachstanu. Podczas drugiej wojny światowej, w wyniku zbrodni ludobójstwa równowaga etniczna została całkowicie zniszczona. Czy teraz za dokonane zbrodnie, należy się zbrodniarzom nagroda w postaci rewizji granicy ustalonej w Traktacie Ryskim i akceptacja dokonanej grabieży.
Nie trzeba udowadniać jakie znaczenie dla Polski miał Lwów i jak bardzo to było polskie miasto. Są to sprawy powszechnie znane. Uniwersytet, Ossolineum, Politechnika, teatr przynosiły chlubę Polsce i sławę na świecie. Nie po to Lwowiacy wspierali walkę o polskość Pomorza, Prus i Śląska, aby utracić swą przynależność do Polski.
Straty poniesione przez lud lwowski są nieodwracalne. Zniszczone zostało życie Lwowa, zarówno tradycje nauki, kultury, jak też język lwowski, mentalność ludzi i atmosfera życia. To co miał Lwów, a czego nie było nigdzie indziej na świecie, serdeczność i życzliwość dla każdego człowieka, uśmiech i piosenka, to wszystko wypracowane przez wieki zostało bezpowrotnie utracone, można by powiedzieć, że pozostało tylko w książkach Kornela Makuszyńskiego, jako bajka o urojonym świecie dobra, który przecież był w rzeczywistości, był we Lwowie.
Towarzystwo Miłośników Lwowa postawiło sobie za zadanie wypełnianie białych plam w historii Lwowa, zabezpieczenie dla potomności tego co po polskim Lwowie zostało, oraz kształtowanie świadomości naszych praw do Lwowa. Myślę, że legitymacją każdego Polaka powinno być świadome zaangażowanie i wspieranie naszych poczynań.
Zapamiętaj te słowa “Semper Fidelis” - “zawsze wierny” Tobie Polsko. 

 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (14 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=