Od Lwowa do Jeleniej Góry
  Kocham Cię Polsko
 

 

Feliks Konarski

Kocham Cię, Polsko! To tytuł programu telewizyjnego w którym występują telewizyjni artyści. Jak oni Polskę kochają, wiedzą ile kilogramów chleba zjada przeciętny Polak w ciągu roku. Ale czy wiedzą, kim był Feliks Konarski?
Kto to jest? Ref-Ren! To jego pseudonim. On Polskę naprawdę kochał! Chociaż nie wiedział, ile chleba zjada przeciętny Polak w ciągu roku.
To autor pieśni “Czerwone maki na Monte Casino”. Teraz już wszyscy wiemy. Chociaż ... może są Polacy, którzy nie znają tej pieśni.
Feliks Konarski urodził się 9 stycznia 1907 roku daleko na wschodzie w polskim mieście, które od Rozejmu Andruszowskiego należało do Rosji, a mimo to przez 250 lat zachowało polskość. On urodził się w Kijowie.
Jeszcze na początku XX wieku w Kijowie kwitło polskie szkolnictwo, nawet były dwa żeńskie gimnazja klasyczne. Szczególną sławą okryło się gimnazjum pani Peretiatkowiczowej. Gimnazjum klasyczne po czterech klasach szkoły nazywanej dziś szkołą podstawową miało 8 klas do matury.
Feliks Konarski w Kijowie już chodził do gimnazjum. Z dumą nosił na uczniowskiej czapce srebrnego orła polskiego. Był świadkiem opanowania Kijowa dla Petlury przez Wojsko Polskie. Miał wtedy 14 lat. Widział, jak Kijów opuszczała armia Rydza Śmigłego, widział wycofujące się oddziały Tatarskiej Jazdy i błękitnych Hallerczyków.
Po paru miesiącach jego matka zadecydowała o wyprawieniu go do Polski. Ojciec jego chory na serce uniemożliwiał ucieczkę całej rodziny i matka oraz młodszy brat musieli zostać z ojcem w Kijowie. Za paczkę papierosów daną kolejarzowi pojechał pociągiem z Kijowa do Szepietówki, skulony w jakimś schowku pod wagonem. W drugim schowku ukryty był jego kolega.
W Szepietówce odnaleźli znany im adres przewodnika, który w nocy poprowadził sześciu uciekinierów przez zieloną granicę. Była to trudna droga, na której roiło się od bandytów dybiących na ciągnące tędy co noc “ofiary patriotyzmu”. Przewodnik przeprowadził ich przez las w miejsce, z którego było już widać za rozległą równiną, około dwa kilometry, światła Ostroga nad Horyniem. Przejście tej równiny utrudniała błyskająca latarnia bolszewickiej wieży strażniczej oraz błotnisty teren. Rozdzielili się na trzy grupki i ruszyli do Polski. Szli skuleni kryjąc się w koniczynie i badając kijem głębokość błota. Przeprawa przez bagno była właściwie kąpielą w błocie. Po paru minutach odkrył ich krasnoarmiejec na koniu. Koń był nieosiodłany, a krasnoarmiejec był bez broni. Feliks Konarski wpadł na szalony pomysł. Powiedział bolszewikowi, że idzie do Polski kupić tytoń i będzie wracał następnej nocy. Bolszewik zamówił dla siebie trzy paczki tytoniu i puścił ich do Polski.
W Warszawie zamieszkał u stryjecznego brata. Dzięki uprzejmości polskiego konsula w Kijowie Feliks Konarski otrzymywał listy od matki i pieniądze na utrzymanie.
Pewnego dnia, gdy siedział w saloniku i brzdąkał na pianinie, w niewyjaśniony sposób spadł ze ściany obraz – fotografia w ciężkiej złoconej ramie. Na rodzinnej fotografii stał jego ojciec wśród licznej rodziny. Feliks pozbierał potłuczone szkło, w żaden sposób nie mógł sobie wytłumaczyć, dlaczego obraz spadł. Jak się później okazało, tej samej godziny, tego dnia, zakończył życie jego ojciec. Dwa miesiące później matka zakończyła korespondencję. Napisała krótko: Nie pisać, Matka! Powodem było aresztowanie jego brata.
W Warszawie zdał maturę. Po maturze zapisał się na uniwersytet, ale wkrótce urzekła go scena. Już w latach szkolnych zaczął pisać piosenki. Pod wpływem Konrada Toma przyjął pseudonim “Ref – Ren”. W 1928 roku rozpoczął współpracę z teatrem “Qui Pro Quo” (kierownikiem literackim był Marian Hemar). Napisał wiele przebojów, muzykę i teksty, dla popularnych artystów, takich jak: Ordonka, Zula Pogorzelska, Zofia Terne, Wera Gran, Eugeniusz Bodo, Mieczysław Fogg i Lopek Krukowski. Cała Polska śpiewała jego przeboje, a harcerze śpiewali “Pięciu chłopców z Albatrosa”.
W (1931?) 1933 roku ożenił się z aktorką i piosenkarką Niną Oleńską (prawdziwe nazwisko Janina Piwocka), z którą przeżył pół wieku. Nina Oleńska zmarła w 1983 roku.
W 1934 roku przeniósł się do Lwowa. W tym czasie założył teatr rewiowy, z którym jeździł po całej Polsce. We Lwowie poznał Alfreda Longina Szyca, który był w tym czasie kierownikiem muzycznym “Wesołej Lwowskiej Fali”. Po zajęciu Lwowa w 1939 roku przez Armię Czerwoną, udało mu się zupełnie przypadkowo uniknąć aresztowania.
Po zamknięciu we Lwowie wszystkich polskich teatrów i teatrzyków, Feliks zaangażował się w charakterze reżysera teatralizowanej orkiestry jazzowej lwowskich kolejarzy “Tea-jazz” i wraz ze swoim teatrem stworzył mały zespół aktorski złożony z piosenkarzy, tancerzy i komików, z którymi występował w wielu miastach Związku Sowieckiego.
W 1941 roku przyjechał do Kijowa i po 20 latach spotkał się z matką. Jego brat został oskarżony o posiadanie brata - oficera polskiego i zesłany na Sybir. Dzięki wysłanej przez Feliksa fotografii aktorskiej, którą matka zaniosła do sowieckiej bezpieki, brat został zwolniony z łagru. Pobyt w łagrze wyrył piętno na jego twarzy i chociaż był młodszy od Feliksa, sprawiał wrażenie starszego.
Już nigdy więcej Feliks nie widział matki, która zmarła jeszcze podczas drugiej wojny światowej. Nie widział też swojego brata.
Koniec przyjaźni Stalina z Hitlerem zastał go w Moskwie. Dzięki sprzyjającym okolicznościom bardzo szybko znalazł się w szeregach Armii Polskiej gen. Andersa, z którą 1 kwietnia 1942 roku poprzez Persję, Irak, Palestynę i Egipt dotarł do Włoch ze swoim teatrem Polska Parada.
W nocy z 17 na 18 maja 1944 roku, kilka godzin przed zdobyciem klasztoru na Monte Cassino, w siedzibie Teatru Żołnierza Polskiego przy 2 Korpusie Sił Zbrojnych w Campobasso Feliks Konarski napisał dwie zwrotki “Czewonych maków na Monte Cassino”. Obudził Alfreda Szyca (po wojnie pisał się Schütz), kierownika orkiestry i kompozytora, który od razu skomponował melodię, wtedy obudzili Gwidona Boruckiego, pierwszego wykonawcę “Czerwonych maków na Monte Cassino”. Jeszcze tej samej nocy przygotowali jego występ. Pieśń została wykonana po raz pierwszy 18 maja 1944 roku w kwaterze gen. Andersa dla uczczenia zwycięstwa żołnierzy polskich na Monte Cassino.
Nikt nie może zarzucić Feliksowi Konarskiemu, żadna Agnieszka Holland, że on jest antysemitą, bowiem jego najbliżsi w tym czasie przyjaciele, Alfred Longin Szyc i Gwidon Borucki byli Żydami. Nie uciekli do wojska izraelskiego, jakby chcieli żydowscy twórcy antysemityzmu. Byli żołnierzami polskimi i polskimi patriotami, oddanymi całym sercem Polsce, ale byli Żydami.
“Czerwone maki na Monte Cassino” nie były zwyczajną pieśnią, zyskały sobie poczesne miejsce w patriotycznej kulturze polskiej, w skarbcu polskiej pieśni patriotycznej.
Po wojnie Feliks Konarski pozostał na emigracji w Londynie. Tu wraz z Marianem Hemarem przygotował ponad 30 widowisk wzbogacając artystyczne życie polskiej emigracji. Przez wiele lat z żoną jeździł po zachodniej Europie do ośrodków skupiających żołnierzy polskich. Nagrał kilkadziesiąt audycji dla Radia Wolna Europa, współpracował z polską sekcją BBC w Londynie oraz z radiem w Paryżu.
W 1965 roku Konarscy przenieśli się na stałe do Chicago. W Chicago przez 25 lat prowadził program radiowy “Czerwone maki”. Przez 45 lat miał swój własny “Teatr Ref-Rena”.
Pisał piosenki i wiersze, skecze i monologi dla teatru rewiowego, sztuki i komedie muzyczne, przetłumaczył na język polski libretto “Skrzypek na dachu”, opracowywał doroczne widowiska dożynkowe, programy okolicznościowe na święta narodowe i kombatanckie.
Do końca życia był aktywny w swojej misji, prowadził swój program radiowy, pisał o przedwojennej kulturze i o zakłamaniu władzy komunistycznej w powojennej Polsce.
Prezydent RP na uchodźstwie dwukrotnie udekorował Feliksa Konarskiego Orderem Polonia Restituta (Krzyż Kawalerski i Komandorski). Dożył odzyskania niepodległości Polski, jednak nie było mu dane do Niej wrócić. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Odrodzenia R.P.
Zmarł 12 września 1991 roku, został pochowany na cmentarzu w polskiej kwaterze wśród kolegów z pod Monte Cassino, żegnany przez tłumy Polaków.

Marsz Batalionu “Lwowskich Dzieci”

Ref-Ren Feliks Konarski

Naprzód, Lwowskie Dzieci,
Czas tak szybko leci,
Ale szybciej pędzi nasza myśl!
Niema czasu zwlekać,
Lwów kochany czeka
Na wasz powrót, chłopcy, choćby dziś!
Naprzód, Lwowskie Zuchy,
W środek zawieruchy
Czas się rzucić, zdziałać nowy cud!
Z karabinem w pięści
Musi się poszczęścić
Tym, co ukochali drogi gród !
Choćby był za siódmą rzeką

Nasz kochany Lwów,
Dla nas to nie tak daleko!
Joj! ... Zobaczymy go znów!
Choćby był za siódmym morzem
I za siódmą górą był,
Bóg nam, chłopcy, dopomoże!
Myśl o Lwowie doda sil!

Naprzód, Lwowskie Dzieci,
Tam, gdzie król Jan Trzeci
Swą buławą błogosławi tłum!
Tam, gdzie Wieszcz wspaniały
W aureoli chwały
Stoi pełen zagadkowych dum!
Gdzie na Rynku Starym
Skarżą się zegary
W dzień i w noc na los okrutny swój...
Tam, gdzie cichy cmentarz
Wielkie dni pamięta,
Gdy Orlęta szły na krwawy bój!

Choćby był za siódmą rzeką ...

 Odpowiedź

 

Słowa i muzyka: Feliks Konarski “Ref-Ren” (1907-1991)
Powiedział mi pan, proszę pana,
Przedwczoraj – nawiasem w rozmowie,
Że pan ma już dość, proszę pana,
Piosenek o Wilnie i Lwowie!
Że to wspomnienie zbyt boli,
Że czas skończyć raz z tą udręką!...
Być może. Czy pan mi pozwoli,
Że na to odpowiem – piosenką?...

Już mi raz zabrali Wilno...
Już mi raz zabrali Lwów...
Ale z serca mi nie wyrwą
Moich dwóch najmilszych słów!
Zrabowali mi już sporo
Z moich snów i moich łez...
Lecz tęsknoty nie zabiorą,
Bo tęsknota we mnie jest!

Przypuszczam, że pan mnie zrozumie,
I sądzę, że pan mi wybaczy...
Bo ja już inaczej nie umiem,
Ja już nie potrafię inaczej!
Pan patrzy realnie na wszystko,
A ja – zamknę oczy czasami
I Lwów mam przed sobą tak blisko!
I Wilno mam tuż przed oczami!

Już mi raz zabrali Wilno...
Już mi raz zabrali Lwów...
Ale z serca mi nie wyrwą
Moich dwóch najmilszych słów.
Zrabowali mi już sporo,
Przesunęli Bug i San...
Lecz tęsknoty nie zabiorą –
Ani oni – ani pan!!!

Słowa trzeciej zwrotki: Ryszard Gerliński

Gdy se wspomnę Lwów i Wilno,
Jakaś kropla w oku drga,
No i żałość mam tak silną,
Rzewna nuta w sercu gra.
I choć mówią mi: “Idź sobie,
To nie twoja ziemia dziś”,
Polski – w Wilnie i we Lwowie –
Każdy kamień, każdy liść.

Cóż jeszcze mam rzec, proszę Pana,
gdy wszyscy na świecie to wiedzą,
Że wolność co prawda nam dana,
A Polski pół leży za miedzą.
I tylko po tamtej jej stroni
Co losu ironią się zdaji,
chcą wmówić mi w bezwzględnym toni,
Że polskie nie były to kraje.

Przodków mych pokoleń krocie
Na poletkach Boga tam –
Łyczakowskim i na Rossie
Wieczne swe mieszkanie ma.
Więc niech mówią siły niecne,
Że nie moje ziemie tam.
Przecież do nich ja odwieczne
Przez te prochy prawo mam. 

Pięciu chłopców z “Albatrosa

 

Tekst Feliksa Konarskiego był wielokrotnie przerabiany jako piosenka żeglarska, harcerska, a może nawet biesiadna. Do harcerzy 2 Dolnośląskiej Drużyny Wodnej Harcerzy dotarł tekst następujący:

Na manewry do Saint Marca,
Przypłynęła marynarka,
Przypłynęła hen z dalekich, sinych mórz,
A że karczma była sławna,
U starego ojca Pawła,
Więc tam przyszło pięciu chłopców z “Albatrosa”
I ten pierwszy, co był chudy.
I ten drugi, co był rudy,
I ten trzeci, co bez przerwy wódę chlał,
I ten czwarty, ten obdarty –
Co miał w górę nos zadarty,
Co to z czartem o swą duszę w kości (karty) grał!
I ten piąty - ten najmłodszy -
Co w miłości był najsłodszy
Co miał oczy czarne jak diamenty dwa!
Jak dziewczynie spojrzał w oczy,
To od razu zauroczył
I mógł wtedy robić z nią co chciał!
Każda jasno – ciemnowłosa,
Śni o chłopcach z “Albatrosa”
Z “Albatrosa”, bo tak statek ich się zwał.

A miał stary ojciec Paweł,
Córkę wielce niełaskawą,
Piękną Mimi, co nie chciała chłopców znać,
Aż pewnego dnia dojrzała,
Pięciu chłopców – pokochała
Z “Albatrosa”, bo tak statek ich się zwał..
I pierwszego co był chudy ...
Odpłynęli chłopcy nagle,
Znikły w dali białe żagle,
Płacze Mimi, morze słone od jej łez,
A wtem dają znać sygnały,
Że “Albatros” wpadł na skały
I zatonął, a z nim pięciu chłopców też.

I ten pierwszy, co był chudy ...
Poszła Mimi do rybaczki
Porodziła pięcioraczki
Porodziła od tych pięciu chłopców wraz
I od tego co był chudy... itd

Poszla Mimi złotowłosa,
Za chłopcami z “Albatrosa”
Z “Albatrosa”, bo tak statek ich się zwał.
Za tym pierwszym, co był chudy ...

 

 

 

 

 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (15 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=