| Nawigacja |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| |
Moje wierszyki, wiersze i poezje |
|
| |
Umieściłem tutaj różne teksty, napisałem je pod wpływem emocji, zarówno te poświęcone Lechowi Wałęsie, jak Frasyniukowi i dziś napisałbym inaczej, ale wtedy tak to wyglądało. Na pewno dzisiaj wolę pisać prozą „O czym rozmawiają emeryci" i tu wyrażać swoje emocje zwrócone przeciwko władzom w Polsce, które bardzo ochoczo zapominają o służbie dla społeczeństwa, bo to rząd się zawsze wyżywi. Rząd to znaczy władza: prezydent, premier, ministrowie, sejm, senat, prokuratura, sądy wraz z wszystkimi kancelariami i służbami. Ale zawsze to frajda, gdy wiele z tych wierszyków krążyło wśród ludzi podczas stanu wojennego. Czasem mnie drukowano, nawet daleko, gdzieś w Tarnobrzegu. Spotkałem się też z zarzutem, jak można było pisać o Wałęsie. Ale ja na Wałęsę głosowałem tylko raz, gdy przeciwnikiem był Kwaśniewski i przegrałem. W innym przypadku, gdy przeciwnikiem był Tymiński nie głosowałem wcale, wiedziałem, że wygra Wałęsa, ale nie chciałem by miał zbyt dużo głosów, aby mu się nie przewróciło w głowie. Nie moją intencją jest analiza jego działalności, czy zrobił połowę tego czym się chwali, ale wszedł do historii. A wierszyki, to przecież tylko wierszyki i to też pewna historia.
Zawartość tej strony:
Wilki morskie
Słoneczko dla raju
Bajka z XI wieku
Rocznica
Sowa, zięba i krogulec
Pomnik Bartosza Głowackiego we Lwowie
Posłowie do bajki Romulusa
Proces Cichego w Szczecinie
Order Lenina
Radosna twórczość
Precz z agresją
Pogrzeb Stanisława Augusta Poniatowskiego
Nocna Rodaków Rozmowa
Cyganka
Pańszczyzna
Wieczór z dziennikiem
Dywizje Papieża
Pomnik
Niezwykła moc
Tęsknoty Władysława Boniewskiego
Zaduszki u Juliana Tuwima
Pierwsza Ukraina
Mały kwiatek
Głos Elwiry
Czarownym oczom uwielbienie
Czar Tańca
Z życzeniami dla pięknej kobiety
Do Wojciecha J.
List do Pana Jana Dobraczyńskiego
Poręczenie za Frasyniuka
Noworoczna szopka
Liryk dla dziewczyny
Refleksje
Prawo wyboru
Zarozumialec
Nobel
Poemat dla dzieci
ZOMO ci wytłumaczy
Bajka o rybaku i rybce
Pierwszy krok postępu
Okupant na placu Niepodległości
Apoteoza pijaństwa
Okupant na placu Niepodległości
Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum
Południowy Pacyfik
Wilki morskie
Na melodię “C`est magnifique"
Drużyna wilków morskich Płynie w świat Hej płynie w świat Gdzieś płynie morzem Tam każdy harcerz Z sztormem za pan brat Hej za pan brat Nic się nie trwoży I wtedy gdy szaleje wiatr i wichr Ach wiatr i wichr Wokół nas szaleje, To każdy harcerz Z całej piersi sił W nos mu się śmieje Gdy na pokładzie Wicher w żagle dmie Ach w żagle dmie Świst jego słyszę, Gdy sztorm na morzu, Fala z wichrem mknie Hej z wichrem mknie, Łódź się kołysze, To kołysanie tak nam Weszło w krew Ach weszło w krew Nawet podczas ciszy, Że gdy drużyna Lądem idzie też, To się kołysze.
Słoneczko dla raju
Marianowi Hemarowi
Inżynier z Jeleniej Góry
10.II.1958 r.
Tyle było tego sowieckiego krzyku,
Że zgoda już będzie pośród bolszewików,
Że Beria, ostatni to zdrajca ludowy,
Że jedność zapanuje, kolektyw morowy,
Że Ameryka wciąż szczeka
Na sowieckiego prostego człowieka.
Tylko patrzcie towarzysze, ile złośliwości
Jest w tym gadaniu
O kraju szczęśliwości
W sowieckim wydaniu.
Nikt nie chce zrozumieć,
Że dla szczęścia ludu
Chruszczow musi czasami
Odszczepieńców wysiudać,
A przecież Mołotow razem z Malenkowem,
Kaganowiczem no i Szepiłowem
W robocie antypartyjnej
Zabrnęli po głowę.
I prawdę by powiedział
Dzielny Chruszczow stary,
Że oni się zapomnieli
Za amerykańskie dolary,
Bo dolar wciąż kusi,
Bo dolar wciąż mami,
Dzielnych przywódców Rusi
Przerabia na drani.
Ale lud czuwa,
Lud jest wciąż na straży
Interesów narodu
Sowieckich dygnitarzy
Nikomu nie daruje,
Kto choć na krok zboczy
Prosto zasmaruje
W czoło, między oczy.
Ludowi towarzysze, już musicie wierzyć,
Że lud w swoim ręku Chruszczowa
Władzę będzie dzierżyć.
I choć długo czasy takie trwają,
To przecież, w końcu, nowe
Słoneczko, zabłyśnie dla raju.
Chodów, 5 lipca 1957.
Bajka z XI wieku
Był sobie raz lew
Potężny król puszczy
Co przyjaciół miał wielu,
Szczególnie wśród tłuszczy,
A, że polował on stale
Przyjął na wspólników
Krowę, kozę i owcę,
Słynnych zagonników.
I tak na polowanie
W góry wyruszyli
I na leśnej polanie
Jelenia ubili.
A gdy przyszło do podziału
Lew po sprawiedliwości
Zdobycz na części dzieli
Jak idzie, mięso i kości.
Jedną część biorę sobie,
Towarzyszom lew rzecze,
Z racji mego udziału,
Świetna będzie pieczeń.
A, że najwięcej biegałem,
Druga część mi się należy,
Kto trzecią część zechce,
Niech się ze mną zmierzy.
Wroga we mnie mieć będzie,
Kto zabierze część czwartą,
Ale interes to kiepski
Stanowczo nie warto.
I tak sam sobie,
Gdy swe siły zmierzył
Przyznał niegodziwie
Wspólnie ubite zwierzę.
Z bajki tej słabeuszom
Niechaj brzmi przestroga,
Nie szukaj przymierza z potężnym,
Bo znajdziesz w nim wroga.
Jelenia Góra, 1958
Rocznica
“Które broniły Litwy murami żelaza
Przed wieścią dla Moskwy straszną jak zaraza"
Czas przemija, mijają lata, została skaza,
Wciąż płyną te wieści dla Moskwy straszne jak zaraza
Pierwszy raz Polak zasiadł Stolicę Piotrową
I został więźniem za bramą spiżową
Lecz gdy opuścił swój kochany Kraków
Ogłosił Polskę Ojczyzną Polaków.
Partia się zwija, kurczy się i krztusi,
Strach ją ogarniać przed Kremlem dziś musi,
Jak tu zaprzeczyć prawdzie oczywistej,
Jawnie wystąpić na ziemi ojczystej,
Potępić zbrodnie Majdanka, Katynia
I pakt Hitlera i towarzysza Stalina
I przyznać się wreszcie do własnej winy
Ilu zgładziła wiernych Polski synów.
Jak potrafił spodlić naród cały
Wymazać daty historii i chwały.
A są dla nich daty straszne w historii,
Pełne triumfu Polski, daty pełne glorii,
Gdy naród polski wzniósł się na wyżyny
Łącząc się z Litwą i Rusią, stworzył kraj inny,
W Unii Lubelskiej wyprzedził wieki w rozwoju
Myślą i czynem i polityką pokoju,
A wartość tych czynów jeszcze podwaja
Dzieło trzech narodów Konstytucja 3 Maja
Czy można o tym mówić głośniej
Wszak z tego duma polska rośnie,
Czymże przy tym być może owa
Tak okrzyczana Rewolucja Październikowa
Unurzana we krwi, której twórcy są godni
Miana katów, bo winni są zbrodni
I w cieniu tej październikowej rocznicy
Niepodległość Polski latami się liczy
Lecz data wyraźna nigdzie nie pada,
A był to właśnie jedenasty listopada,
Gdy niepodległość Polski była inna,
Niezależna od rewolucji i samego Lenina
Wywalczona bagnetem polskiego żołnierza
Pod wodzą komendanta Józefa Piłsudskiego
Taka była prawda !
Gdy teraz towarzysze ogarnia was trwoga
Nie bójcie się Moskwy, lecz bójcie się Boga.
Sowa, zięba i krogulec
Julian Ursyn Niemcewicz
Rosja - sowa ta
„Bez względu na ptasze prawa,
Gwałty wszędzie rozpościera,
Wszystko psuje i zabiera,
Nieraz z nienacka przyleci
I zrzuciwszy zięby dzieci
W jej gniazdo, pani nadęta
Wkłada swe własne" sowięta.
Bajkę tę pisał Niemcewicz
Losem Ojczyzny przejęty,
Biedak przewidział tragedię,
Dziś Polskę zajęły sowiety
I jajka sowie jak na ironię
Włożyły w gniazdo orłów w koronie.
Pomnik Bartosza Głowackiego we Lwowie
Ach ten Lwów
To miasto złe
Wciąż ze ZySRR
Śmieje się
Ciągle kpi,
Ciągle drwi,
Zakazane
Miewa sny
Śpiewa sobie
Piosnki swoje
O batiarach
Co na wojnie
Z ran swych kpi
Z śmierci drwią
I o Lwowie
Swoim śnią.
Choć ze Lwowa
Sercu drogie
Już pamiątki
Usunięto
W każdym calu
Lwów jest polski
Polski ziemią
Świętą.
Choć we Lwowie
Panoramy
Racławickiej
Już nie mamy
Mały fragment
Jej pozostał,
Bo Głowacki
Jeszcze ostał.
Stoi sobie
Sam na straży
W parku
Łyczakowskim
I w zadumie
Sobie marzy
Kiedy Lwów
Znów będzie polski
Hej Bartoszu
To ty z kosą
Vis a vis
Armateć niosą
Pokaż teraz
Znowu nam
I armatę
Odbierz sam
W Łyczakowskim
Parku tym
Racławicki
Powtórz czyn.
Posłowie do bajki Romulusa
Jak to się stało,
Że w jedenastym wieku
Powstał ten wierszyk
O sowieckim człowieku
O wielkiej przyjaźni
Polsko radzieckiej
Opartej na polityce
Jak zawsze zdradzieckiej
Kiedy to Mołotow
Razem z Ribbentropem
Wyznaczyli linię podziału,
Nazwijmy go potopem.
I tak dokonano
Rozbioru czwartego
I koniec wojny
Już nie zmienił tego.
I nie wróciły ziemie
Z sowieckiego zaboru
A nam przybył przyjaciel
Chociaż nie z wyboru,
Co dla ugruntowania
Tej właśnie przyjaźni
Urządził Polakom kaźń
I takiej kaźni
Nie znała historia
Ni Polski, ni świata
Wybito do nogi
Jeńców oficerów
W katyńskich lasach.
I nadszedł okres
Zwany nie bez racji
Okresem upodlenia narodu
I sowieckiej okupacji.
Z polskiego Wrocławia
Krzyknij dzisiaj wnuku
Przyjaciele do domu
Dość was mamy tutaj.
Wynoście się z Polski,
Zabierzcie armaty
Oddajcie Lwów i Królewiec
Moskiewskie psubraty!
Chcecie przyjaźni?
Nie wadzi nikomu
Jak równi z równymi
Każdy w swoim domu!
Proces Cichego w Szczecinie
Jeden Cichy, taki cichociemny
Przyjechał szpiegować
Czy nie ma Polski podziemnej,
Taka kanalia, po prostu bies
Chciał wiedzieć co robią
Czterej pancerni i pies
I do szpiegowskiej
Tej swojej paczki
Zwerbował konduktora
I nieuświadomione sprzątaczki.
One ponoć widziały
Jak koleją na zachód
Armaty jechały,
A były to armaty,
Albo może czołgi
I jechały zza Wisły
A może zza Wołg.
A że wiadomości te
Sam Cichy oczywiście
Na zachód przekazywał
W anonimowym liście
I że w tym była
Jego bardzo wielka wina
W odosobnieniu dziesięć lat
Będzie czytał dzieła Lenina
Jelenia Góra 1970
Order Lenina
Największe było to zwycięstwo
Armii Czerwonej,
Gdy sołdat prosty swe męstwo
Wykazał w Polaków pogromie.
Polacy byli oficerami
Lecz odwagi było im brak
Uzbrojeni byli własnymi zębami
Związani leżeli na wznak,
A żołnierz radziecki broń krótką
Tylko za pasem miał
I tylko jeden sołdat
Na przeciw setki oficerów stał
I jednym musiał strzałem
Zabić generała, czy porucznika,
A ja głupi nie wiedziałem
Z czego to bohaterstwo wynika
Dlaczego to Stalin
Posłał wtedy do Katynia
Wszystkim tym gierojom
Najwyższe odznaczenie
Order Lenina.
Radosna twórczość
Lenin orze, Lenin sieje,
Lenin dobrym wiatrem wieje,
Lenin kółka nam rolnicze stworzył
Lenin wszystkich ochędożył.
Jemu też to zawdzięczamy
I stąd właśnie nasze pienie
Leninowską partię mamy
Innych partii tylko cienie.
Partia da nam masła, chleba,
Mięsa, cukru ile trzeba
I co drugi obywatel
Będzie jeździł własnym fiatem.
Partia nigdy się nie myli,
Partia zawsze rację ma,
Da decyzję w każdej chwili,
Wszystkim równo, gówno da.
Partii więc to zawdzięczamy
I stąd właśnie wdzięczność
nasza,
Bo dobrobyt w kraju mamy
I nic nas już nie przestrasza,
A wybrańcy Ce Er Zet Zetu
Dostaną bilety - wstęp do klozetu.
Spontanicznie, z entuzjazmem, kaskadami
Pełnia szczęścia i zachwytu
Sejm rozbrzmiewa oklaskami
Wielbiąc twórców dobrobytu.
Precz z agresją
Ręce precz od Wietnamu
Agresjom położyć kres
Wiemy co to jest polityka
I słowo zabór nie obce nam jest.
Ręce precz od Wietnamu
Agresji przecież dość ci
To trzeci kolejny zaborca
Na wojnę rzucił kości.
Trzech zaborców! To przecie
Z historii naszej fakt
Wszak dotąd trzeci zaborca
Naszej ziemi dzierży szmat.
Grabież ta ciągle w sercu
I w duszy mej, jak cierń tkwi,
Dość już agresji na świecie
Dość strasznych nocy i dni.
Koniec położyć agresjom
I więcej szkoda słów
Niech żyje nam polskie Wilno
Niech żyje nam polski Lwów!
Pogrzeb Stanisława Augusta Poniatowskiego
Wielki Królu, zgasłeś
Daleko, na rosyjskiej ziemi
Niby wśród swoich
A między obcemi.
Arcybiskup Siestrzeńcewicz
Ostatnią posługę zaczyna
Car koronę na głowę Ci wkłada
Co ją przedtem zdarła Katarzyna,
By królestwem Twym władać,
A Ty wielki, wspaniały,
Żegnasz smutnym uśmiechem ten świat,
Który Ci tyle nieszczęść zgotował
I zaczynasz swą drogę na Wawel do Krakowa.
Drogę daleką, jak przebyć ją trudno
I poddani Twoi innemu kłaniają się panu
I rąk za mało!
Nie dźwigną Twego ciała z trumną,
Dwieście lat nie starczy na nią.
Naród niewdzięczny, prawie nikczemny,
Prywaty pełen!
Czy biją jeszcze serca polskie?
O Matko Polko, ideale niebios
Coś synów swych
Na ołtarzu Ojczyzny składała,
Czy śmierć Ciebie też już zabrała?
Królu nieszczęsny, za Twym pogrzebem
W kondukcie granica Polski kroczy,
Obszar królestwa Twego się kurczy,
Rosja kraj Twój zalewa jak wielkie morze.
Ty się wzdrygasz, pogrzeb opóźniasz,
Nie jesteś pewny jutra.
Wołasz na lud swój,
Nikt Cię nie słucha,
Nie ma już narodowego ducha.
Zatrzymałeś się w Wołczynie,
A granica przesuwa się nadal,
Nie rada z postoju, pogrzeb wyprzedza.
Królu! Nie wstrzymuj historii biegu,
Niech trumna Twa, dalej na lawecie
W tysiąc koni na Wawel niesie Cię.Gdy spoczniesz już w należnym Ci miejscu
A na lawecie znajdzie się armata,
Jej wystrzał usłyszą Twoi poddani
Aż na krańcu świata.
W jedności narodowej
Kraj złączy się na nowo
Litwa, Ukraina i Korona
Unią Lubelską złączono
Co przez Konstytucję Trzeciego Maja
Miała być, będzie odrodzona Twą myślą.
Jak Szwajcaria trójjęzyczna
Włodarstwo Twe wolność swą odzyska.
Żegnam Cię wielki Królu
I hołd Ci składam
Swym piórem, bo tylko piórem
I sercem swym władam.
Jelenia Góra, 1961
Nocna Rodaków Rozmowa
Z Ernestem Brylem
Ojczyznę kochamy !
A naród?
Naród to my !
A jacy jesteśmy?
Jedno piwo, a żywo
I wódkę małą
Jak przystało
By się pijało,
Wszak dziś piję
Za Ojczyznę !
Zawsze tak bywało,
Że za Ojczyznę
Się pijało.
Przepijemy naszej babci
Domek mały
I przepiliśmy
"Naszej" partii
Domek cały, oj niemały.
W imię wielkich czynów
Na świeczniku mamy
Samych skurwysynów !
Czczy złud sen.
Jedno piwo, a żywo
I wódkę małą,
Tak by się przecie
Wypić coś chciało
Za Ojczyznę,
Tak zawsze
Od wieków bywało,
Że za coś się pijało,
Za cudze pieniądze,
Za pot robotnika,
Za wysługę, tym wszystkim,
Z całego świecznika,
W imię wielkich czynów
Tylu przy piwie
Siedzi skurwysynów !
Czczy złud sen.
Jedno piwo, a żywo
I wódkę małą i znowu piwo
Dzisiaj upić się muszę,
Dłużej już nie wytrzymam,
Dłużej w sercu tego nie zduszę,
Wulkan serce rozdziera,
Serce w wulkanie zamiera
I tak wszystko między nami
Samymi skurwysynami.
Czczy złud sen.
Jelenia Góra, w październiku 1977 roku
Cyganka
słowa i melodia
Cyganka prawdę ci powie,
Że miłość przed tobą tuż, tuż
Cyganka prawdę ci powie
Tylko monetę do ręki jej włóż,
Cyganka prawdę ci powie,
Że szczęście jest z tobą już,
Cyganka tę prawdę ci powie,
Tylko banknocik do ręki jej włóż.
A ja nie słucham cyganki
Bo wiem, że szczęście wciąż trwa,
Że trzeba je czerpać bez końca
Ze studni szczęścia bez dna.
Nie trzeba do tego pieniędzy
I lata nie liczą się,
Trzeba kochać goręcej
Tak kochać jak ja kocham cię.
Pańszczyzna
Wieczór z dziennikiem,
A potem Glob
Codzień mi przypomina,
Żem prosty chłop !
Żem prosty chłop,
O Jezu, o rany !
Ja wiem, że jest gorzej,
Bom chłop pańszczyźniany.
Codziennie rano
Idę na pańskie
I tak to tyram
W wiernym poddaństwie.
Ciągnę ten kierat
Od rana do nocy
I tylko Boskiej
Czekam pomocy.
I patrzę, czyli są znaki na niebie,
Że będę pracować wyłącznie dla siebie.
Oj trzeba było korzystać z okazji
I wstąpić w szeregi czerwonej burżuazji,
Nie musiałby człowiek teraz czekać
Końca wyzysku człowieka przez człowieka.
Jelenia Góra 1978 rok.
Wieczór z dziennikiem
Drodzy telewidzowie
O tym wszyscy wiecie,
Że polska waluta,
Choć w żadnej gazecie
Nikt dotąd nie pisał,
Nikt nie mówił tego,
Jest niewymienialna
Na inną, na kraju innego.
Choć można czasem dostać,
Tak po znajomości,
Trochę dolarów na wyjazd,
Na zachód, bez zazdrości
Zobaczyć jak ludzie tam żyją,
Ile mają forsy
I jakie z nich snoby
I do nas są gorsi.
Aż wstyd powiedzieć,
Że byle łachudra
Pełno forsy nosi
W swych plugawych pludrach.
Głupi jak but,
A nos w górę zadziera,
To jest obywatel ?
A niech go cholera !
Nam takich nie trzeba,
My nie chcemy takich,
Nasz obywatel
To nie byle jaki,
Jest uświadomiony,
Wszechstronny, rozumny
I z Ojczyzny Ludowej
Jest tak przecie dumny.
Wszak mamy tu w kraju
Ekonomistów na miarę świata,
Co wszystko wytłumaczą
Trudną zimą, trudne lata.
I tyle budujemy,
Dobrobyt w kraju rośnie,
A wszystko to dla wnuków
By żyli radośniej,
A, że waluta jest niewymienialna,
W tym właśnie metoda
Dzięki której obywatel
Jest bogatszy bodaj
Pieniądze szanuje
I w piórka porasta,
A tak by wciąż gdzieś gonił
I tę forsę szastał
I kupował za granicą
Złoto, srebro i różne towary,
Które by mu dom zaśmieciły
I dobrobyt uszczuplały.
Jak widzicie jest w tym metoda,
Jest uzasadnienie,
By nie działać na szkodę drugich
Jest zabezpieczenie.
Jeśli się nawet znajdzie
Wśród nas jaki wyrodek,
Niczego nie zwojuje
I to jest właśnie środek,
To właśnie jest metoda,
Koniec tej dysputy,
Bo nawet Polska przedwojenna
Zawieszała wymienialność waluty,
A, że nasi przyjaciele
Z Ludowych Demokracji
Tego nie stosują,
To nie mają racji
I gdyby oni wiedzieli
Do czego to prowadzi,
Też by tak zrobili,
Ja bym im tak radził,
Zawiesić wymienialność waluty,
Pracę dawać z łaski,
Płacić nędzne grosze,
Kazać bić oklaski.
Dywizje Papieża
Pytał się towarzysz Stalin
Ile Papież ma dywizji ?
Dzisiaj wie to każde dziecko
Z Polskiej Telewizji !
Jak Polska długa i szeroka
Ojczyzna jednaka
Nie zbraknie w tych dywizjach,
Żadnego Polaka.
I choć bez oręża
I chociaż bez broni,
Siłą naród promienieje
W znaku Orła i Pogoni.
Na kraj cały
Ten blask uderza
Zesłał nam Pan Bóg
Polaka Papieża
Odpuśćmy winy
Naszym winowajcom,
Przebaczmy wszystkim
I rodzimym zdrajcom.
Zaliczmy do przyjaciół
Niemca, Rosjanina
Wybaczmy im zbrodnie
Majdanka, Katynia,
Wybaczmy Oświęcim,
Łagry i Sybiry,
Tym co Polskę ukrzyżowali,
Jak Chrystusa zbiry.
Nie nam ich sądzić,
Człek jest pamiętliwy,
Niechaj Bóg ich sądzi,
Bóg jest sprawiedliwy.
Pytał się towarzysz Stalin,
Cały świat go słuchał,
"Cóż to za potęga ?"
- To potęga ducha !
To potęga ducha,
Przed którą zginasz kolana,
Gdy za grzechy swoje
Chcesz przebłagać Pana !
Jelenia Góra 11 czerwca 1979 roku.
Pomnik
Wznosi się pomnik wysoko
I z ziemi grozi obłokom,
Z obłoków wieść swą głosi !
Wysoko się pomnik wznosi,
Jak krzyż na placu Zwycięstwa,
Jak symbol, jak czasów most,
Łączy przeszłość walki i męstwa
Z przyszłością, ostrzega nas wprost.
Nie ma tu wielkich nazwisk,
Jest wielka, bardzo wielka sprawa,
Jest tutaj robotnicza krew,
Tu z Gdańskiem jest Śląsk i Warszawa.
I serce bije tu żywiej,
Gdy głowę swą podnosisz
I widzisz czarne chmury
Co nad pomnikiem się wznoszą.
Własnymi słowy modlisz się
Bo oko duszy twej dostrzega,
Że pomnik łącząc czasy te,
Przyszłość przed przeszłością ostrzega.
"O, Cześć wam panowie magnaci
Za naszą niewolę kajdany"
Walczyć będziemy do skutku,
` Bo wolność swą bardzo kochamy.
O sprawiedliwość społeczną walczyć trzeba,
Normalna to ludzka droga
I nigdy nie marnować chleba,
By nie obrazić Pana Boga.
Wysoko pomnik się wznosi
Z ziemi strzeliście w górę
Wznosi się pomnik wysoko,
Modlitwę śle ku chmurom.
Jelenia Góra w grudniu 1980 roku.
Niezwykła moc
Halinie Mikołajskiej
Na Dzień Kobiet
Jest... jest... jest bez wątpienia
W wątłym ciele człowieka
Jakaś niezwykła moc
Niezbadane siły
Czerpane nie wiadomo skąd
Z niezwykłych uczuć
Z miłości,
Z miłości człowieka,
Z miłości Ojczyzny,
Z wierności Bogu.
Są... są... są bez wątpienia
W słabym ciele człowieka
Siły tak wielkie,
Że ich potęga przytłacza
Zwykłe życie
I zwykły dzień
Niezwykłe
Miłością człowieka,
Miłością Ojczyzny,
Wiernością Bogu.
Jest... jest... jest bez wątpienia
W wątłym ciele człowieka
Serce tak wielkie,
Jak słońce potężne,
Powstałe nie wiadomo jak
Z ziarna Bożego
Niewytłumaczalnie,
W miłości człowieka,
W miłości Ojczyzny,
W wierności Bogu.
Są... są... są bez wątpienia
W słabym ciele człowieka
Moce niezwykłe,
Których rozum pojąć nie może,
Słowami wyśpiewać trudno,
Ich piękno
Z miłości,
Miłości człowieka,
Miłości Ojczyzny,
Wierności Bogu.
Jelenia Góra, dnia 8 marca 1981 roku.
Tęsknoty Władysława Broniewskiego
“Śniłem o tym, com stracił, i o tym, do czego tęsknię,
a wtedy - o brzozo! Brzozo! - tyś zaszumiała najpiękniej"
W marzeniach tych, geniusz poety, razem z anioły wzlatał
I krążąc nad światem, nie poznawał świata.
I szukał tego, co tak ukochał,
I znaleźć nie mógł i mocno szlochał.
Bo cały wiek, ten wiek, w “Weselu" zaklęty,
Świat bezwładnie toczyć się musi. Polski świat przeklęty
Przez swą bezwładność; ileż sił brakuje, by ruszyć
Jego bryłę, co piersi przygniata. Trzeba bryłę skruszyć,
Niech się rozpadnie, by można było wyzwolić narodowego ducha,
Lecz jak, gdy sił brakuje?, a ręce w łańcuchach.
I rozpacz i obłęd. I strach i szał. I
wiary brak.
Dali mu wódki - bo on chciał tak.
Chciał stracić jaźń. Dali mu wódki, by mocno pił,
A geniusz jego już za życia gnił.
Niech zapomnienie ulgę mu przyniesie,
Że zgubił złoty róg, złoty róg, gdzieś w lesie,
Że jest za słaby, za słaby, by walczyć mógł
Za wolność, przeciw tyranii, spłacić dług.
“Obudziłem się z nożem w ręku, świadomy krzywdy okrutnej,
W niebie mogło być jeszcze błękitniej, ale nie mogło być smutniej".
Jelenia Góra 1981
Zaduszki u Juliana Tuwima
... “Moją Ojczyzną jest Polska mowa
Słowa wierszem wiązane
Gdy umrę, wszystko mi jedno gdzie,
Gdy umrę, w niej pochowają mnie
I w niej zostanę”
Marian Hemar
W dzień zaduszny
z daleka
przybywam
na Powązki
I szukam
kamienia
z napisem znajomym
- Julian Tuwim.
Przystaję
i pukam,
przepraszam,
leśne gałązki,
Te kwiaty polskie,
przynoszę,
z imienia nieznany
Ci bliżej poeta.
Przychodzę -
bo szukam
dla drugiego
Lwowiaka,
Tymczasowo,
miejsca,
gdzieś bliżej domu,
dla Żyda - tułacza.
Przyjmij Go,
proszę,
to też Twój
przyjaciel
Jak Ty, Żyd
i Polak,
będzie miał bliżej
do swego Podola,
Zapraszałeś
Go dawniej
do Warszawy,
do siebie,
Przyjmij Go,
teraz,
gdy bardzo
jest w potrzebie.
Przyjmij Go,
proszę,
tu, do Twej
mogiły,
Bo na obcej
ziemi,
świat Mu
nie jest miły.
Przyjmij Go,
proszę,
w Tobie
moja wiara,
Zaklinam Cię na Boga,
tak kocham,
tego poetę,
Mariana Hemara.
Kocham Go,
bo wszystko
co kochał,
dla czego żył
I wszystkie
Jego słowa,
to Polska
i polska mowa
I gdy zasnął
snem
wiecznym,
to wiem,
Że wśród snów
śni Mu się
tylko
kochany nasz Lwów.
Jelenia Góra, 1 listopada 1981 r.
Pierwsza Ukraina
Pierwsza Ukraina była w raju,
Gdzie na kraju, rosła jabłoń zakazana,
Do jabłoni tej co rana,
Biegła Ewa nie ubrana
I na jabłko miała smak,
Bo łakoma była tak.
Dziewka z niej była hoża
I ciągnęła Adama do łoża.
Namówiła go do grzechu,
Zjedli razem jabłko znane
I za jedną grzeszną winę
Tam stracili Ukrainę.
Na tułaczkę poszli w świat
I się tłuką tak od lat
Adam Ewę zrobił damą
Wystrojoną, wyszywaną,
Sam w soroćci wyszywanej
Nową (U)krainę tworzył dla niej,
Co zbudował to ją tracił,
Prześladował go wciąż grzech,
W rezultacie tego grzechu
Już Adamów było trzech.
* * * *
Był to: Rus i Lech i Czech.
Tak to Ukraina w raju,
Chociaż leżała na skraju
Rajskiego niegdyś ogrodu,
Stała się matką narodów.
Mały kwiatek
Twardy śnieg, jeszcze biały,
Przebił dzielnie kwiatek mały
I by wolność swą ratować
Nie dał płatków swych malować.
Już skorupa śniegu pękła,
Prysła już niewoli męka,
Teraz czeka w świecie gwałt
Białe płatki, śliczny kształt.
Chociaż się narodził w górach
I ukrywa się tu w chmurach,
Wyjściu jego na ten świat
Towarzyszy grzmot od lat,
Gdy usłyszy o tym wróg
Pragnie szybko ściąć go z nóg
I wysyła wojska całe
Co by go tam szukać miały,
Więc się chowa w śniegu bieli,
Światłem słońca się weseli
I gdy wtedy go dojrzałem
Obraz w duszy zachowałem.
Piękno życia kwitnie co dzień
Gwałt mu stoi na przeszkodzie
Wszędzie tutaj czyha wróg
Co by je podeptać mógł
Co by je podeptać chciał
Co by piękno zniszczyć miał
I przez swoją zwykłą marność
Pragnie zniszczyć "Solidarność"
Jelenia Góra, 7 marca 1982
Głos Elwiry
Lubię słuchać twego głosu,
Gdy jest prawdziwy i naturalny,
Kiedy mówisz bez patosu,
W sposób prosty, nie banalny,
Lubię słuchać twego głosu,
Tyle w nim radości,
Tyle dźwięków i muzyki,
Tyle słońca gości,
Gdy, jak w polu, w dzień upalny,
Wiatr lekuchno w kwiaty dmuchnie
I zagrają ich kielichy
Wielobarwne cudnie.
I melodia taka musi
Z wiatrem nieść się lekko,
Bo owady, pszczoły kusi
I lecą daleko
Za melodią twego głosu,
Instynktem wiedzione
By pragnienia swego losu
Napoić ich miodem.
Słucham dźwięków tych rozkosze
W powietrzu drgającym
I na papier je przenoszę
Pełne woni, pachnące.
Nagle śmiech twój nieszczery
Zabrzmi fałszywie
I wszystko popsuje,
Bo jak burza, w onym polu,
Przez powietrze przeszybuje,
Zdusi wszystko
I dźwięk zamrze na chwilę
Choć było go tak wiele,
Choć było go tyle.
I w ciszy tej po burzy,
Że słyszę, tak mi się zdawało,
Dźwięki te upojne,
Pragnienia niemało
I szczęściam niesyty,
Melodii spragniony
Słyszę gdzieś w eterze
Dźwięczny głos niesiony,
Który jak głos syreny
Wzywa mnie w nieznane
I choć nie wiem dlaczego
Za nim idę, za nim ...
Jelenia Góra, 23 marca 1982
Czarownym oczom uwielbienie
Pani Iwonie ....
Gdy byłem mały,
Nosiłem okulary,
Dziś czasem też
Wsadzam je na nos,
Oczy mam słabsze,
Choć mocny głos,
I chociaż mi służą,
Przyznać się muszę,
Że ich nie lubię
I na nie świntuszę.
Taki niewdzięcznik,
Ze zwykłych ram,
Lecz ja po prostu
Awersję mam.
I moje uprzedzenia
Tak w sobie hołubiłem,
Że również dziewcząt
W okularach nie lubiłem.
I nagle oczu twoich czar
Sprawił, żem zmienił zdanie
I widzę piękno oczu twych
Nawet w tej zwykłej ramie,
W tych okularach,
Co w mym mniemaniu,
Są wciąż w niełasce
I w niekochaniu.
Taki z oczu twych bije blask,
Siła i radość i słońce,
Że trudno się oderwać od nich
I myśleć o rozłące.
A kiedy, w nocy, spać się kładę
Widzę, przez okno, gwiazd plejadę,
A wśród nich są gwiazdki dwie,
To uśmiechnięte oczy twe,
I kiedy w końcu sen mnie zamroczy
Śnią mi się tylko, cudne, twoje oczy
Jelenia Góra 17 maja 1982
Czar tańca
Tańczysz ze mną jak wiatr,
Jak wiatr, co igra wśród łodyg
Zbóż rozmaitych, kołysząc je
Na wszystkie strony
Harmonią ruchów urzeczony,
I wdziękiem, wdziękiem niezwykłym
Upojony
I choć dzieli nas tak wiele,
Tak wiele, to przecież, chociaż
W tańcu jesteśmy jednością
Złączeni wspólnymi krokami,
Harmonią ruchów oczarowani
Niby na świecie wśród ludzi,
Lecz sami od ludzi oderwani.
Tańczysz ze mną jak wiatr,
Jak wiatr, jak wietrzyk kochany
Nabrzmiały dźwiękami w powietrzu
Gorącym, przy śpiewie ptaków,
Muzyką tchnącej przyrody – natury,
Jak wiatr, co z ramion się wymyka
W nieznane.
I gdy taniec się kończy,
Zachodzi słońce,
Chowa się za góry, znudzone,
Bez tańca widoku, został tylko
Jeden promyk twojego uśmiechu
I dźwięk naszych kroków
W mojej pamięci i w dalekim echu.
Poezjo, zapisujesz potomnym
Uśmiechy ludzi, spotkania oczu
I serc wspólne bicie, zapisz też zachwyt
Harmonią ruchów i wdziękiem ciał
W tańcu splecionych
I ukrycie, w myślach tajemnie
Schowany przeze mnie.
Jelenia Góra, 7 czerwca 1982
Z życzeniami dla pięknej kobiety
Poezja uwielbienie głosi,
Oczom tym i owym,
Że mają blask błękitu,
Głębię nieba, żar rozpalonej podkowy.
Spojrzenie twych oczu pani,
Zadumę wieków ma,
Znam tę zadumę od dawna
Z dziecięcych moich lat,
Gdy jeszcze wtedy, we Lwowie,
Przez pół miasta, chodziłem do szkoły
I spotykałem , po drodze, na ulicach
Dziewczyny, cudowne anioły,
I była wśród nich, jedna taka,
Twarzyczkę tę dobrze pamiętam,
Tak bardzo do ciebie podobna,
Z obrazka, jakby święta.
Tak było to dawno
I choć lat niewiele miałem
Jak mały Julek Słowacki
Natychmiast się zakochałem,
Bo serduszko me chłopięce
Wrażliwe było na piękno,
Nie wiedziałem jeszcze wtedy,
Że miłość największą jest męką.
I dziś, gdy wspomnę, spojrzenie
Tych oczu, zaczynam rozumieć,
Czego było brak tym oczom
Jakby zastygłym w zadumie
One wciąż stęsknione, czekają
Niezmiennie, tak od lat
Na swoją wielką miłość
Głośną na cały świat,
Jak ongiś Delfina Potocka
Choć trzydziestu miała kochanków
Wciąż oczekiwała tylko Zygmunta,
Przez tyle nocy i długich poranków.
Tylko on jeden liczył się tak naprawdę,
Był sercem jej i duszą, i źródłem radości,
Przez długie jej smutne życie,
Aż do późnej starości,
Gdy na swym grobie z marmuru
Jego wiersze wyryć kazała.
Razem z nim do historii przeszła,
Że miłość to sprawiła, ona to wiedziała,
Dlatego życzę twym oczom pani
Spełnienia ukrytych marzeń,
Wypełnienia serca miłością,
Bez przygodnych zdarzeń.
Do Wojciecha J.
Nastawiłem telewizor,
Przypadek, bo deszcz padał
I wtedy właśnie, na plenum,
Coś tam pan gadał.
Treści nie uchwyciłem,
Bo zaraz był koniec,
Ale potem pan śpiewał
Dwie kolejne melodie,
Jak dwa hymny
I swój i gości.
Tak można to wytłumaczyć,
Tak byłoby najprościej.
Naprzód o boju,
Który jest ostatni,
Nie wiem czy z żalu
Po przelaniu krwi bratniej,
A potem usłyszałem
I serce żywiej mi zabiło
Mazurka Dąbrowskiego.
Och jakże to miło
Usłyszeć te słowa
Tak drogie każdemu
Polakowi ze Lwowa,
Tak drogie mej duszy
I sercu mojemu ...
O czym myślał śpiewak
Tego już nie wiemy,
„Co nam obca przemoc wzięła
Szablą odbierzemy".
Co nam obca przemoc wzięła,
To wiadoma sprawa,
Za to walczył żołnierz Polski,
Za to biła się Warszawa.
Z ziemi włoskiej do Polski
Szedł zołnierz przez Monte Casino
Z ziemi włoskiej do Polski
Szedł zołnierz i ginął.
Na białym kamieniu
Własną krwią pisał te słowa
„Przechodniu idź, powiedz ... "
Zanieś je do Polski
Do Wilna, do Lwowa.
List do Pana Jana Dobraczyńskiego
Tak się zdarzyło,
Że dotychczas Pana nie czytałem,
Po prostu, czasu nie miałem,
Praca i praca, walka o byt,
A Pan Katolik, nawet nie Żyd,
A ja antysemita, w tym moja bida,
Bo ja od Pana wolałem Żyda,
Mariana Hemara, co Polskę kochał,
Za polskim Lwowem całe życie szlochał
I Polsce służył karabinem i piórem
I chociaż solo, spiewał całym chórem.
Wszystko co w Nim żyło
Polsce służyło.
I gdy już miałem
Sięgnąć po książkę Pana,
Po tylu trudnościach, nie do pokonania,
Po przeczytaniu Wańkowicza i Brandysów,
Gołubiewa i Parnickiego i długiego spisu
Pojedynczych tytułów różnych autorów
I pamiętników dużego wyboru,
Już, już sięgałem po
Dobraczyńskiego,
Nie mogąc znaleźć Miłosza, to
znaczy książek jego,
I nie sięgnąłem, bo wrzuciłbym do kosza,
Zgnębiony w myślach swoich, pełen wątpliwości,
Czy może być dobrym pisarzem
Człowiek bez twarzy.
Ból w sercu,
Ojczyzno moja ukochana,
Taka wspaniała i niedoceniana,
Choć często może się zdarzyć
Widzieć w niej ludzi bez twarzy
Co raz więcej synów twych cię kocha
I przed ofiarą życia się nie cofa
Tobie służby swe i siły ofiaruje
Chłop i robotnik, bo ciebie szanuje
Dla ciebie ich praca i znój.
Tak Panie Dobraczyński,
Ojczyźnie niepotrzebny jest PRON twój,
Niczego nie zastąpi twoja marność
Gdy jest w narodzie "Solidarność".
Jelenia Góra, 26 listopada 1982
Poręczenie za Frasyniuka
Panie Przewodniczący, Wysoka Izbo
Jest taka chwila jak ta,
Gdy nawiedza mnie z "Wesela" widmo
I do pisania rozkaż da.
Mówiąc dosłownie jakieś natchnienie
Każe mi pisać, poetyckie poręczenie,
Poręczenia za Frasyniuka
I za całą Polską Solidarność,
Za tych wszystkich, którzy mieli odwagę
Rzucić wszystko dla Polski, na służbę ofiarną,
Narażeni na ciosy ZOMO i więzienie,
Na utratę zdrowia i na śmierć,
Pozostawiając rodziny i dzieci i mienie
Szli Ojczyźnie służyć biciem swoich serc.
Wysoka Izbo, Panie Przewodniczący,
Ja zakochany w Polsce poeta, tego dnia
Poręczenie chcę dać, tym wszystkim milczącym
Górnikom z kopalni Wujek i hutnikom z Lubina
Niech wstaną do apelu,
Ja za nich poręczenie czynię.
I za tych z Gdańska, z Wrocławia i Nowej Huty,
Tych co zginęli w grudniu, we wrześniu, czy w lutym,
Bo nie ma w Polsce już miasta
I w roku już nie ma miesiąca,
By nie było w nim rocznicy
Naszych tragedii, tragedii tysiąca.
Za patriotę, Polaka, łatwo dać poręczenie,
Bo nie ma ryzyka, gdy sprawa jest polska,
Lecz kto się odważy i swoje sumienie
Obarczy odpowiedzialnością za użycie wojska
Do ujarzmienia narodu, zakucia w kajdany,
Za więzienia i przemoc, za śmierć i za mordy,
Za niszczenie kraju, za ten kraj kochany,
Stratowany, jak przez Tatarów, przez zomowskie hordy.
Panie Przewodniczący i Wysoka Izbo,
Kto poręczenia nam da za tego zbrodniarza
I nie będzie miał wstydu i poda nazwisko,
Ten albo zdrajcą będzie, lub niespełna zmysłów.
Skończyłem i czytam, co mnie tak ośmiela,
Ach, to przecież napisał poeta, poeta z "Wesela".
Jelenia Góra, 13 grudnia 1982
Noworoczna szopka
Zwiesił Polak nos na kwintę
Chciałby żyć jak Kunta Kinte,
Ale partia wszystko zrobi,
żeby żył jak Tobi.
Partii ciało, diabłu duszę
Biedny Polak sprzedać musi,
Gdy pieniędzy mu brakuje,
To i z diabłem potańcuje,
Sprzeda ojca, sprzeda brata,
Za małego tylko fiata,
Sprzeda matkę, sprzeda siostrę,
Choć to nie jest takie proste,
Bo jak mówią w Gierka mafii,
Polak wszystko to potrafi.
Liryk dla dziewczyny
Drzewa toną w śniegu,
W różnych barwach bieli,
Jadę z tobą razem,
Serce się weseli.
Pojechałbym z tobą
Na sam koniec świata,
By tylko być z tobą
Poprzez długie lata.
Tak jakoś mi dziwnie,
Dziwnie serce mi bije,
Miłość w nim mieszka
I w miłości żyje.
I wszystko w nim widać
Jak na ekranie,
Oczy twe za mgłą
I jakieś wyczekiwanie.
Wytłumaczyć mi trudno
Co symptomy te znaczą
Obawa i niepewność,
Nic nie wytłumaczą.
Niczego mi nie trzeba
Prócz twego uśmiechu
I minki twojej buzi
I troszeczkę grzechu.
I radość i szczęście
Do serca spływa
Jak najpiękniejsza muzyka.
Tak w miłości bywa.
Wszystko tu śpiewa,
Zawsze świeci słońce,
Miłość kwitnie jak drzewa,
Jak kwiaty na łące.
Smutne to w miłości,
Gdy jesień przeminie,
Kwiat zwiędnie na łące,
Jak miłość w dziewczynie.
One bowiem w kochaniu
Nie wiedzą czego szukają,
W miłości są niestałe
Bo serca nie mają.
O gdybym znalazł
Dziewczę tak wspaniałe
By miało serce
W miłości stałe
Byłaby to w życiu
Chwila radosna
Przez cały rok
Kwitłaby wiosna.
Jelenia Góra 17 stycznia 1983
Refleksje
Czytam sobie Hemara,
Myśl krąży po głowie,
Czy to jest już wolność
We Wrocławiu, we Lwowie.
Czy rządzi już demokracja?
W jakim żyjemy czasie?
Skąd tyle oportunizmu
Jest w polskiej prasie?
Gdy własnego cienia
Boi się każda gazeta,
Że może wrócić co było,
To wolność wciąż nie ta.
Każdy ma w sobie
Kawałek Moskala
Co mu duszę truje
I umysł zniewala.
Jak Polak może znaleźć
Swoje miejsce na ziemi,
Gdy mu miejsca nie dają
W Ojczyźnie między swemi,
Gdy mówią mu: bracie,
Bierz wszystko w swoje ręce
I nakładają mu kajdanki
By nie robił nic więcej.
Tu prawo jest bezprawiem,
Niech Bóg będzie mi świadkiem,
Tu praca jest zabroniona,
Niszczona przez podatki.
I to ma być wolność?
Jak myślisz Hemarze? - Zawżdy
Polityki za dużo
I za mało prawdy.
Demokrację burzą
Ci sami oszuści i partie,
Każdy ciągnie do siebie,
Każdy nic nie wart jest.
Prawo ma służyć narodowi,
Za pracę nagroda,
Dla złodziei kara
I w narodzie zgoda.
Jak myślisz Hemarze?
Czy naród się zbudzi?
Czy mam pisać do szuflady,
Gdy nie mogę dla ludzi?
Jest już wolność słowa,
Lecz to jeszcze nie znaczy,
Że jest wolność druku,
Jak “pogoda dla bogaczy”.
Jelenia Góra, 7 marca 1993
Prawo wyboru
Krzyk rozdarł ciemności nocy
I jasność eksplozji rozdarła serce,
Ból zastygł i skamieniał
I nic więcej.
Jedynie krew została wiecznie żywa,
Bo łez już nie stało,
Szczątki serca gdzieś się walają,
Jak drobny pył, tak mało
I czas, którego nie ma i nigdy nie było,
Którego sensu nikt przecież nie zna,
Zatrze ślady strasznego zdarzenia,
Wszystko pokryje wieczność ciemna
I kiedy obieżyświat, duch wędrowny,
Przypadkiem w te strony zawita,
Gdy ślady owe w tym miejscu zobaczy,
O nic się nie zapyta.
Na kamieniu przysiądzie zmęczony,
Wszystko ogarnie myślą i wszystko otoczy
I tą krwią wiecznie żywą
Zachwyci swe oczy.
I chciałby poznać krwi tajemnicę,
Wielką zagadki zawiłość,
Lecz nie odgadnie, że cudowne życie
Krwi dała miłość,
Że nic, nigdy nie jest w stanie,
Że nic miłości zniszczyć nie może,
Bo tylko ono, prawdziwe kochanie,
W krwi zawsze może ożyć
I trwać.
Jelenia Góra, 14 maja 1983.
Zarozumialec
Stefanowi Kisielewskiemu
Zarozumialec
Jeden taki
Chciał się Lechowi
Dać we znaki
I przez godzinę
Wiódł monolog,
Że mądry jest
I jest zoolog.
Zaraz na wstępie
Zaproponował
Swoje zasady,
Że ta rozmowa,
Nie jak Polak
Z Polakiem,
Lecz jak doktor
Z doktorem,
Pojedynek
Będą wiedli na słowa,
Dyskusję
I spory.
Choć on
Swój doktorat
Wypracował
W trudzie i pocie
Lechowi
Przyszło łatwiej,
Bo zdobył go
W cnocie.
Więcej miał
Szczęścia,
Może i
Zdolności
I był w tym
Palec Boży
I tego
Mu zazdrości.
I w końcu
On jeden,
Jedyny
Polak na tej ziemi,
Reszta
To żółwie,
A Lech
Między nimi.
Długo wiódł swą tyradę
Świata zupełnie ślepy,
Bo wiadomości swoje
Czerpał wyłącznie z gazety.
I nie widział milionów,
On wciąż nie dowierza,
By ktoś w imię Solidarności
Witał w Polsce Papieża.
A kiedy skończył,
Przypomniało mi się,
Jak to przed laty
Powiedział Kisiel.
Otóż właśnie !
Kisielewski,
Kiedy oglądał
Jak sceniczne deski
Drżały z uciechy
Gdy jedna, taka mała,
Karin Stanek
Na nich śpiewała,
Rzekł bez namysłu:
To jest klasa,
Choć ona tylko
Sześć klas ma.
Ja konserwatorium mam
I dumny jestem z niego,
Lecz tak nie zaśpiewam,
No i co z tego.
To nie moja wina,
Że ona tak śpiewa,
Ma talent dziewczyna
I to mnie nie gniewa.
Nie jestem wcale
Tak zarozumiały,
By mnie innych
Talenty gniewały.
Jelenia Góra, 5 września 1983, po pojedynku Rakowskiego z Wałęsą
Nobel
Pytał mnie stary sklerotyk,
Ofiara partyjnej propagandy,
Co zrobił dla Polski Wałęsa
W sposób widoczny i namacalny.
Na czym polega ta wielkość,
Tego, co mówić poprawnie nie umie,
Któremu brak wykształcenia,
Bo on tego nie rozumie.
Za co przyznali mu Nobla
Norwescy burżujo - kapitaliści,
Agresorzy zimno - wojenni,
Co chętnie do Polski by przyszli.
Czy ten Wałęsa jest ich agentem
I Polskę sprzedał im cichcem,
Że dali mu tyle pieniędzy,
Że ich po prostu nie zliczę.
Tak pytał mnie stary sklerotyk
Z miną niewinną jak dziecko
I porównywał tę furę złota
Z wojenną pomocą radziecką.
Tyle jest tych pieniędzy,
Że gdyby na wszystkich podzielić,
Każdy Polak dostałby trzy centy,
Tak dużo to i tak niewiele.
I myślałem, co mu powiedzieć,
Jak wytłumaczyć durnemu,
Jakie działania Wałęsy wyliczać,
By zrozumiał istotę odnowy.
Na koniec odrzekłem mu krótko,
Tak prawdę mówiąc, między nami,
To on niczego nie zdziałał,
Tylko przypomniał, żeśmy Polakami,
A pieniądze, te z nagrody,
Bardzo chętnie bierze,
By złożyć je potrzebującym
Pomocy, w ofierze.
I myślę, że nie takiej
Odpowiedzi bym czekał,
Bo dla mnie Wałęsa to symbol,
Symbol godności człowieka.
Jelenia Góra, 20 października 1983.
Poemat dla dzieci
List do Adama Ważyka
autora „Poematu dla doropsłych"
Pisać listy w zaświaty
- nie ! tego nie umiem,
Lecz do kogo mam pisać,
Kto mnie tutaj zrozumie
Kto zrozumieć mnie zechce
I słuchać moich wierszy,
Gdy w godzinie krzyczących sumień
Krzywdy od wrogów rymuję pierwszy,
Gdym od lat szukał słuchaczy
W kraju i zagranicą
I nie znalazłem nikogo,
Głos w chaosie ginie i nicość.
Widać szukałem słuchaczy
Nie tu gdzie trzeba,
Więc adresuję prosto do Ciebie,
Prosto do nieba,
Gdzie wokół Ciebie,
Tam w zaświatach,
Są ci odważni,
Co w walce padli,
W solidarności i przyjaźni,
Niech oni ześlą swe światło
I oświecają krainę dzieciństwa,
Gdzie są złociści i szlachetni
I wolni od barbarzyństwa.
Niech oni wreszcie położą kres
Okresom błędów i wypaczeń
I ogólnego oszustwa
I wykrętnych tłumaczeń.
A może słowa twoje
I ta myśl i to posłanie
Spełnią się w narodzie,
Że to już świtanie.
1
Kiedy wyszedłem przez pomyłkę na ulicę
Tłum ją wypełniał jak zwykle
I szedł do nikąd,
Autobusy pędziły w nieznane
Światem nieznanym,
W czasie niewiadomym i niezbadanym,
A na ulicach coraz gęściej
To przyszli zmarli, na swoje święto.
Oni tu znają każdy kamień
Jak sięgnąć daleko w pamięć.
W małym miasteczku
Gdzieś w Polsce głęboko,
Sypią się cegły z domów
Bez losu wyroku.
Twarze ludzkie ponure
I torby w dłoni
I strach przed głodem
Po sklepach ich goni,
Wszyscy się śpieszą
I nie pytam dokąd
Bo nie rozumiem
Dlaczego i po co
Sam gdzieś uciekam
W drogę do nikąd
Szukam słuchacza,
Czy spowiednika.
2
Snoby się mnożą jak muchy
Domy ich siatka otacza
Szukam miejsca w Ojczyźnie
Dla Polaka - tułacza.
Gonię, jak zając przez pola,
Przez miast ulice i place,
Krzyczę i wołam w rozpaczy,
Nad światem obłudy płaczę.
Tylu widzę ludzi młodych i starych
Dla których tylko mamona,
Ciuchy z Pewexu, tylko z Pewexu,
Tu są dolary i w bonach.
Niech w takiej kadzi
Moralnej zgnilizny
Wyrośnie patriota,
Poeta Ojczyzny.
Niech uczy historii prawdziwej
Niech uczy kochania,
Niech uczy modłów ojców
W godzinie konania.
Niech uczy uczciwej pracy
W codziennym trudzie, mozole,
Jak służyć Bogu i Polsce
Powinien każdy Polak.
Snoby się mnożą jak muchy
Domy ich siatka otacza,
Szukam miejsca w Ojczyźnie
Dla Polaka - tułacza.
Alkoholizm.
Pij, pij, a będziesz łatwiejszy,
Rzecznik rządu podsuwa,
Cukier masz na kartki,
Mięso masz na kartki,
Masło masz na kartki,
Kaszę masz na kartki,
Wódka już bez kartek,
Wódka cię zatruwa.
Łatwiej można rządzić
Pijaną hałastrą,
Imaginacją życia,
Patriotyzmu namiastką.
Pij, pij, a będziesz łatwiejszy.
4
Bunt rodzi się w sercu,
Umysły rozpala,
Wzbudza emocje,
Środowiska zniewala.
Buntują się robotnicy,
Kolejno studenci
W innym znowu czasie
Zasrani inteligenci.
Zbuntowali się razem
I prawie wygrali,
Zapomnieli o milicji
I wojsko przespali.
Czekają teraz
Nowych błędów i wypaczeń
Kolejnych okazji
I losu przeznaczeń,
Kiedy bunt się zrodzi
Wśród wojskowej młodzi,
Kiedy wojskowi sami
Poczują się Polakami.
5
Dumnie czoło podnoszę,
Duma pierś mi rozpiera,
Szukam w Polsce Polaka
Takiego jak ja frajera.
Wybudowano Nową Hutę,
Turoszów, Bełchatów i Port Północny,
A kiedy nadszedł czas na Katowice,
Dogonił nas kryzys wszechmocny.
Kryzys, kryzysowi, w kryzysie,
We wszystkich przypadkach,
W socjalizmie kryzysy,
To dopiero gratka.
Wyjdzie taki uczony,
W telewizji mądrala
I godziny truje,
Telewizja pozwala.
Wszystko wytłumaczy,
Bo wszystko normalka,
Wszystko wypierze
Automatyczna pralka.
Kryzysy są straszne
Przy jego siwiźnie,
Ale najgorszy
Ten w socjalizmie.
On dawno ostrzegał,
Do władzy kołatał,
A nawis inflacyjny
Stale nam wzrastał.
Teraz dopiero reforma
Stworzy bodźce dla chłopa,
Rozwinie się produkcja
I wzrośnie nam stopa.
Gadaj sobie zdrów,
Stary durniu złociutki,
Może twoich bajek
Słuchają krasnoludki,
Bo normalny człowiek,
Nawet dziecko ci nie wierzy,
Socjalizm jest reformowalny
Tylko na papierze.
Dumnie czoło podnoszę,
Duma pierś mi rozpiera,
Szukam w Polsce Polaka
Drugiego jak ja frajera.
6
Masła zabrakło w kraju rolniczym,
Bo krów w kraju mało mamy,
Rząd tego jakoś nie przewidział...
Rząd mówi: my was przepraszamy.
Ludzie chodzą do pracy, jak woły
W zaprzęgu, od świtu do nocy,
Zapomnieli o ludzkim życiu,
Rząd mówi: my was przepraszamy.
Gdy nie chce się mówić tego
Co nakazuje uczciwość, o rany !
Mówi się takie różne frazesy,
Rząd mówi: my was przepraszamy.
7
Komunista, komunistę
Z siodła wysadza
Każdego nęci
Władza, tylko władza
I każdy mówi,
Że tylko on,
Że on jest prawdziwy,
Mentorski ton.
On najmądrzejszy,
A oni to trutnie,
Oni są winni,
Winni okrutnie.
8
I znalazł się patriota, który
Rozpędził Kongres Polskiej Kultury.
9
Szukali winnych,
Mówili prominentów,
Właścicieli Polski Ludowej,
Złodziei państwowych pieniędzy,
Przywoływali na pomoc naukę,
Powoływali się na uczonych.
Winni są niewinni,
Niewinni są winni,
Wszystkiemu winna "Solidarność".
Straszne to słowo,
Boi się go władza,
Jak woda święcona
Straszna dla diabła
Robili z ludzi durni,
Zjazdy, kongresy i zloty.
Najlepsza drętwa mowa
Na wszystkie kłopoty.
Taka jest mądrość marksisty
I taki świat jest w utopii.
10
Fraszka
W Polsce ludzi uczonych wielu
Ale mądrych mało
Przeto nagród Nobla
Niewiele bywało.
11
Są ludzie spracowani
Każdego dnia przy maszynie,
Co nigdy książki nie czytali
I nikt nie jest tu winien.
Dzieci ich chodzą do szkoły,
W której prawd żadnych nie uczą,
Może dojdą do prawdy same,
Może będą drzew starych słuchać,
Może zrozumieją gdzie prawda,
Że z prawa do pracy wynika,
Prawo do podziału zysku
Dla każdego wyrobnika.
Prawo do życia ludzkiego
Do godności człowieka,
By nie musiał za chlebem
Po świecie uciekać.
Upominamy się o prawo do życia,
O prawo, które mamy od Boga,
O prawo do wolnej Ojczyzny,
O życie w prawdzie,
O prawdę bez cenzury,
O odpowiedzialność władzy,
O władzę godną zaufania,
O godność człowieka,
O zdrowie dla dzieci,
O spokojną starość,
O to wszystko,
Za co walczymy od wieków,
Upominamy się codziennie
Upominamy się modlitwą.
Jelenia Góra, 5 - 8 listopada 1983
ZOMO ci wytłumaczy
Jest nowa ustawa,
Będą związki nowe
Niezależne i samorządne,
Do służby gotowe.
Do nowych związków
Każdy należeć może
Dobrowolnie, bez przymusu,
I nie będzie gorzej.
Będą kupowali kartofle
Na zimę dla ludzi,
By nikt nie musiał
W kolejkach się trudzić.
I jeśli będą spory
Z dyrekcją i władzą
One każdemu od serca
Jak mogą doradzą.
A jeśli będą mogły
Łzy krokodyle uronią
I skierują delikwenta
Po pomoc do ZOMO
Taka ma być działalność,
Nie pchać się do polityki,
Dość rozruchów ulicznych
I pijackiej bijatyki.
Wszystko ma być jak dawniej,
Według z góry ustalonego porządku,
Aby żyło się nam dostatniej
Powtórzmy wszystko od początku.
To twego dobra Sejm pragnie,
Stan wojenny zatwierdził dla ciebie
Chroniąc cię przed Solidarnością,
Przed nędzą i życiem w biedzie.
I teraz w trosce o ciebie
Sejm pracował bardzo długo
I wypracował nową ustawę
Co jest konstytucją drugą
Tak wielkie ma znaczenie
Ta nowa ustawa,
Radio się zachłystuje
Bardzo ważna sprawa.
Partyjni działacze
Wszystko zrobią sprawnie,
By było poważnie,
Musi być zabawnie.
Wybałuszasz gały,
Nie wiesz co to znaczy ?
Nie martw się kochany,
ZOMO ci wytłumaczy.
Bajka o rybaku i rybce
Siedzi rybak nad wodą
I wędkę zarzuca,
Może złapie puszkę od konserw,
Może kawał starego buta.
Cóż złowić teraz można
Pod koniec dwudziestego wieku,
Gdy wody rzek i jezior
Są zbiorem miejskich ścieków.
Nie byłoby jednak bajek
Na tym smutnym świecie,
A bajki są takie cudowne
Nie tylko dla małych dzieci.
Siedzi więc rybak nad wodą
Czystą, jak w wagonie szybka
I choć woda taka mętna
Złapała się złota rybka.
Nie ważne skąd się tu wzięła,
Bo w bajkach zdarzają się cuda,
Ale rybka była prawdziwa,
Bardzo mała była i chuda.
Dlatego ją rybak zaraz
Do wody, z powrotem chciał wrzucić
I nie byłoby bajki
I musiałbym wszystkich zasmucić.
By tego uniknąć, rybka szybko mówi:
"Co robisz? rybaku stary,
Bajek już nie pamiętasz,
Nie chcesz ode mnie ofiary?
Pomyśl tylko, co zechcesz,
A spełnię twe życzenie !"
Tak mówi rybka do rybaka,
A on oczy przeciera senne,
Jeszcze myśli, nie bardzo rozumie,
Stary jestem - mówi - niczego mi nie trzeba
Do trumny nie wezmę niczego,
Mam na chleb i do chleba,
Nad rzekę chodzę z nudów,
Nie szukam tu wcale radości,
Ot może bym i chciał na stare lata
Zamieszkać w domu spokojnej starości.
Gdy to pomyślał, otworzył oczy,
Szuka nad głową chmury,
Patrzy, a tu cudowna komnata,
Wspaniały pałac, kremlowskie mury.
I co dalej, co dalej? - to już koniec.
Z bajki tej morał jasny wynika,
Nie choć stary na rybki
Do brudnego strumyka.
Jelenia Góra, 2.IV.1984,
(jak to on się nazywał, czy to był Czernienko, czy Andropow.)
Pierwszy krok postępu
Europejski Parlament.
Jaki jestem dumny,
Tylu tam ludzi mądrych,
Tylu ludzi rozumnych.
Umieli się sprzeciwić
W służbie postępowi
Nawet Ojcu Świętemu,
Samemu Papieżowi.
Choć staniała odwaga,
Mówią, że to nie te czasy,
Dużo trzeba mieć odwagi
Dla spraw ludzkiej rasy.
Oto już zalegalizowano
Homoseksualne małżeństwa,
Zrobiono krok do przodu
Dla ludzkiego szczęścia.
Teraz krok następny
Na załatwienie czeka,
Zalegalizować małżeństwo
Małpy i człowieka.
Aby małpa mogła
Adoptować dziecko
I wychowywać je
Niezależnie (od religii), świecko.
Tylko słoń słowika
Poślubić nie może,
Każdy śpi inaczej
I inne ma łoże,
Nie nasze to zmartwienie
Zapewniam was święcie
Rozwiążą to uczeni
W Europejskim Parlamencie.
Okupant na placu Niepodległości
Stoi Iwan na placu
Patrzy co się dzieje,
Idzie mały kinder
I z niego się śmieje.
Bierut go zaprosił
By tutaj zagościł,
Dziś nie ma Bieruta,
Jest plac Niepodległości.
Stoi Iwan na placu,
Sam się sobie dziwi,
Co on tutaj robi?
Stoi nieszczęśliwie.
Jelenia Góra, 31 marca 1989 roku.
Pomnik stał na byłym placu Bieruta, po przemianowaniu placu na plac Niepodległości, ten wierszyk ukazał się w gazecie po czym po wydrukowaniu tego wierszyka pomnik przeniesiono na cmentarz
Apoteoza pijaństwa
czyli
Oszczędzanie i inflacja
Mówił jakiś głupawy minister,
Nazwiska nie pamiętam,
Że bogactwo się rodzi,
Kiedy się oszczędza.
A mój znajomy,
Murarz z zawodu,
Miał do wódki pociąg,
Jak mucha do miodu.
Co wychlał flachę,
Butelkę do kosza,
Zebrało się w ten sposób
Spory kawał grosza.
Gdy to spieniężył,
Nie ukrywam przed wami,
Odzyskał kapitał
Razem z procentami.
Morał dla ministra
Wypływa nie bez racji,
Nie rób wody z mózgu,
Gdy nie rozumiesz inflacji.
Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum
Szanowni zebrani, piękne panie i zacni panowie
Niech batiar lwowski kilka słów wam powie.
Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum
Rzecz to nie bagatelka, wspierać je słowem i czynem
Sprawa to bardzo wielka.
Ale wspierać je gotówką, której nikt z nas nie ma,
Co znaczy wesprzeć stówką, albo nawet dwiema.
Forsa ta nie ma wartości, niewiele znaczyć może,
Znacznie więcej znaczyć mogą datki
Rodaków rozsianych w diasporze.
W ostatniej wojnie Ossolineum poniosło wielkie straty,
Cały majątek nieruchomy Hitler zabrał dla taty,
Dla ojca, znaczy się narodów,
W zamian za jego usługi
Zapędził nasze Ossolineum
W straszną ruinę i długi.
A potem rząd i partia
I kolejne „ministry" kultury
Pilnowali rozwoju działalności
Ograniczając działalność z góry.
Powstały ograniczenia w zakresie ilości i tematu
Aby zamydlić oczy ludziom,
Aby zamydlić oczy światu.
Na książki nałożono podatki ciężkie i duże
Niech kultura służy państwu, nie państwo kulturze.
I gdybym został posłem waszym tak tu
Zażądał bym od władzy zniesienia podatków,
Zniesienia podatków od kultury,
Wolności druku i słowa, wolnego handlu papierem
O to boli mnie głowa.
Skończą się nasze kłopoty, napełni się złotem czara,
Gdy zaczniemy służyć narodowi
Drukując Mariana Hemara.
Gdy młodzieży damy, pośród książek wiela
Historię Polski napisaną przez generała Kukiela
I gdy na chwałę twórcy Wielkiego Ossolińskiego
Rozpoczniemy dzieł edycję z historii narodu polskiego.
Wrocław, w auli Leopoldina, dnia 26 kwietnia 1989 roku
Południowy Pacyfik
Kiedy gwiazd miliony
Zapala się na niebie,
Serce me ku tobie
Mknie przez gwiezdny szlak
I spotkały się
Gwiazdy nasze dwie
Miłość w ich zakwitła
Jak przecudny kwiat.
Kiedy zakochany
Chodzę jak pijany,
Twoich ust spragniony
Jak bez wody kwiat,
Jedno tylko chcę
By spełniło się,
Aby spełnił się ten
Przecudowny sen.
Myśl się kołysze
Wśród eteru fal,
Chcę tam usłyszeć
Jedno słowo - tak
Wtedy zakochany
Całkiem jak pijany
Twoich ust spragniony
Jak bez wody kwiat
Jedno tylko chcę
By spełniło się
By się spełnił ten
Przecudowny sen.
|
|
|
|
|
|
| |
Dzisiaj stronę odwiedziło już 17 Odwiedzający (28 Wejścia) tutaj! |
|
|
|
|
|
|
|